Kołyska

 

 

Gdzie się podziewałeś..? Od kilku dni Cię nie widzę… żyjesz?

– Póki co, lusterko przyłożone do moich ust zachodzi mgłą
znaczy się, żyję. Karawany pogrzebowe na razie zapełniają inni.
Kwiaty na moim przyszłym grobie dopiero w fazie nasion są.
Nucę sobie nawet Chyłę – O Fabiollo, Ty moja dollo i niedollo.
Kocham takie kobiety, jak Ty… muzyczne, uduchowione, poetyckie

– Co do mojego uduchowienia i poetyczności to chyba trochę
przesadzasz, mnie tylko czasami tak nachodzi, dziwna nostalgia
za czymś, czego tak naprawdę określić nie potrafię…

-Ja natomiast dzisiaj nie jestem w nastroju do wspominek.
Zresztą większość mojego życia związana była z wędkowaniem,
tej pasji w pewnym sensie poświęciłem młodość i dorosłość. A to
nieciekawy temat dla kobiety. Już nie wędkuję, chyba wypaliła się ta pasja.
Jak widzisz, dzisiaj nie jestem w nastroju kpiarskiego Dyla Sowizdrzała.
Ale przecież nie da się grać wciąż na jedną nutę,  prawda Muzyczko miła..?

– Dlaczego sądzisz, że pasja, której poświęciłeś młodość i dorosłość
może być nieciekawym tematem dla mnie? Kto wie, może kiedyś tam,
w bliskiej lub dalekiej przyszłości wybierzemy się razem na to wędkowanie.
Ty będziesz łowił a ja patrząc w niebo będę snuła marzenia o niebieskich,
no może zielonych migdałach…

– Wiesz… miałem kumpla wędkarza z którym zjeździłem kawał Polski,
wiedziony największą onegdaj pasją mego życia – łowieniem pstrągów.
Szukaliśmy ich wszędzie, od gór po Bałtyk,  jak czasem popiliśmy a
zdarzało się… owszem, to snuliśmy marzenia, że kupimy chatę w
Bieszczadach, nad Zalewem Solińskim i będziemy łowić ryby ciesząc
się wolnością.  Żywić mieliśmy się w założeniu tak, jak to mówił ten biedny,
stuknięty osiłek z  „Myszy i ludzie”  Steinbecka  – ” tym, co ziemia daje”…
Skończyło się niewiele lepiej,  niż w książce.  Kumpel rozpił się totalnie,
ja wprawdzie nie ale plany poszły w niepamięć.  Miewałaś podobne marzenia?

– Tak , miałam… W górach chciałam zostać na zawsze,  nawet
wierzyłam, że to się uda. Ja miałam nieco inny dylemat,
w których górach ostać się na zawsze..?  W Tatrach, może w
Karkonoszach, kusiły też Beskidy Popradem i przepiękną Wierchomlą.
Ech, teraz ja się rozmarzyłam,  jak ja kocham te góry, nawet sobie
nie wyobrażasz,  mieszkałam tam tyle lat, nie jestem w stanie pojąć do
dziś dlaczego je opuściłam. Och młodości durna i chmurna!
Jak sobie przypomnę, że kiedyś sama, samiuteńka zimowałam w chatce,
bez kontaktu z ludźmi przez prawie dwa miesiące, bo przez śniegi nikt
dotrzeć nie mógł… Miałam książki, puszki z jedzeniem, mrożony chleb
i na szczęście radio. Wywołałeś temat rzekę a pstrągi srebrzyste piękne są…

– Jak Ty w górach, tak ja przeżywałem piękne chwile nad wodami.
Ojciec był żeglarzem, spędzaliśmy wakacje na żaglach i spływach
kajakowych. Woda czyni takie same cuda jak skalista góra. Pamiętam
te rejsy, czasem w groźnej kipieli, czasem w wieczornej flaucie
i te zatoczki na nocleg i wyspy, podniecające swą izolacją od świata
i ten pokład łodzi cudownie uginający się pod stopami i te świty pełne
mglistych oparów… Czasem myślę,  że widziałem tyle cudownych rzeczy,
że nie żal mi byłoby umierać. Bo czy można jeść i jeść i jeść bez końca..?

– Można, przecież nic nie jest takie samo, świty i zmierzchy są
niepowtarzalne. Tylko, że my rzadko zatrzymujemy się na chwilę, zagonieni,
zajęci polepszaniem bytu, ciągłym zbieraniem rzeczy niepotrzebnych.
Można i trzeba jeść, zachwycać się kwiatem, jeziorem, rozmową…
Kto wie ile nam jeszcze czasu pozostało. Nie chciałabym niczego przeoczyć,
ale to takie trudne. Rozprasza mnie tyle RZECZY.  Nawet nie wiesz jak bardzo
się cieszę, że nie przeoczyłam Ciebie…Wiesz, kilka razy udało mi się doznać
niesamowitego poczucia istnienia. Trudno mi opisać to uczucie. Ostatni raz
siedziałam w parku, zieleń drzew, złoto słońca i ja na tej ławeczce, maleńki
punkcik w centrum Wszechświata i to poczucie zespolenia z tym światem i czasem…
Doświadczyłeś czegoś podobnego?

– Miewałem podobne odczucia, gdy siedziałem w małej łódce łowiąc ryby.
Chlupot wody o burtę, rozbłyski słońca na drobnych, łuskowatych falach,
delikatne kołysanie, pogwarki ptactwa wodnego, jakiś biały żagielek w oddali…
i wtedy czułem, że jestem jakby w środku dziecinnego łóżeczka,
które Matka Natura kołysze do snu, nucąc kołysanki…

– Pięknie to napisałeś, teraz wiem, że rozumiesz…

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s