Synkopa snów

 

Paulina Wilk SEN

 

Czasem nocą przychodzi do mnie
niechciana, nazbyt męcząca
BEZSENNOŚĆ BLUESOWA…
Tak JĄ nazywam, przez ten
specyficzny rytm zasypiania..

Już niby wyciszam się, uspokajam,
myśli ulatują gdzieś w mrok...
Powoli zapadam w sen…  nagle
coś mnie z tego rytmu wybija
może ta cisza właśnie..?

Otwieram oczy, przyspieszam oddech
potem od początku… znów…
powtarzalna do świtu
Synkopa Snów…

 

Reklamy

Zapachniało latem

 

Zaczyna się mój ulubiony CZAS
jeden z kilku w roku… ten czas, kiedy
mogę już włożyć lekkie, wygodne sandałki.
Pomalowałam więc paznokcie na niebiesko
(to mój kolor… kolor nieba przecież)
i biegnę zaraz do pracy…

Następnym CZASEM, na który
niecierpliwie będę czekać
jest pora TRUSKAWEK.
Uwielbiam… to czyste wariactwo,
jak tylko się pojawiają,
są moim jedynym pożywieniem.
Oczywiście w przeróżnych postaciach:
w pierogach, z makaronem, z lodami,
bitą śmietaną i te najlepsze,
najwonniejsze, prosto z gałązki…

Dlaczego właśnie truskawki..?
Przez kształt, smak, zapach…

i moje długie NA NIE czekanie.


Najcichszy tekst

 

Ostatnio pisałam o listach…
a tu dziś spotkała mnie mała
muzyczna niespodzianka…

Czasem buszując w wirtualnym
świecie udaje mi się znaleźć
taką perełkę poetycko- muzyczną…
Że też wcześniej tego nie znałam,
przecież to stary tekst J.Przybory.
Moje klimaty, takie piosenki
lubię też śpiewać, wiec biorę gitarę,
układam chwyty, dopasowuję tonację…
                  
Czasem myślę, że urodziłam się
z tą nutką molową w środku.
Moja muzyko,  poezjo moja
jak dobrze, że jesteś…

* * *

Moja córka napisała do mnie…
„…Ta piosenka to utwór z najnowszej płyty Magdy „Noce i sny”.
Niektóre z nich są w You Tube – codziennie słucham w szkole.
Cudowne!!! Koniecznie muszę mieć tę płytę.
Czytałam korespondencje Agnieszki Osieckiej z Jeremim Przyborą
Po tej lekturze wydźwięk tych pieśni ma zupełnie inny wymiar…”

Też muszę mieć tą płytę….

* * *

Nie głośniej snu
Nie głośniej łez
Nie głośniej tchu
Zdyszanych serc
Na skrawkach cisz
Bezsennych sjest
Nagrywam ci
Serdeczny list
Odwieczny tekst

Jest cichszy od trzepotu ćmy
Od szmeru słot
W milczeniu mgły
Bezradny jak
Rozstajny znak

Nie, ty przecież mnie nigdy nie usłyszysz
Bo mój list cichszy jest od ciszy

Wyszeptany
Niepisany
List…

(Jeremi Przybora)

 

Świat idealny

Autoportret z niebieską pilką ( viola małecka ) 

 .

Pusty pokój… światło… samotność… ja
i moja niebieska piłka, uosobienie dziecięcych marzeń…
To właśnie owa samotność i skłonność do fantazjowania
skłaniała mnie kiedyś do poszukiwania IDEALNEGO ŚWIATA.

Pierwszym, który sobie stworzyłam była Szkoła Muzyczna.
Z niecierpliwością czekałam czasu, kiedy z nutami pod pachą
wędrowałam do „pałacu czarnych fortepianów”, ludzi lepszych,
mądrzejszych, piękniejszych… nauczycieli muzyki…
Moja Kraina Łagodności… Pozostała mi po niej na zawsze
tęsknota palców za dotykiem fortepianowych klawiszy…

Moje drugie ja i ogromne pragnienie niezależności sprawiło,
że porzuciłam ten muzyczny świat. Znalazłam inny, studia.
Wieczna zabawa, nowe przyjaźnie, pierwsze miłości i przede
wszystkim to cudowne poczucie wolności. Zachłysnęłam się nim,
zatraciłam w sobie. Nic nie osiągnęłam, niczego się nie nauczyłam…

Szukałam dalej, ktoś zabrał mnie w góry… Spotkanie z naturą,
wszechogarniającą zielonością, błękitem i pięknem. Tam też
przeżyłam chwile największych emocji w swym życiu, gdy podczas
wspinaczki na Kazalnicę zaliczyłam swój pierwszy 20 metrowy
lot ku ziemi. Po kilku latach i ten świat zaczął się rozpadać, góry
zabrały mi wielu przyjaciół, zginęli w Tatrach, Alpach i Himalajach.
Pozostał żal i wspomnienie dotyku szorstkiej, nagrzanej słońcem ściany…

Moje życiowe wędrówki… miejsca nowopoznane,, iluzje, marzenia…
Tu nic nie musiałam robić o nic się starać. Wystarczyło sięgnąć myślą
i miałam to co najlepsze: przyjaciół bez wad, wiernych kochanków
i gwiazdki z nieba przez nich obiecywane…

ŚWIAT IDEALNY… dlaczego tak bardzo go pragnęłam, może to
z racji moich cech zodiakalnych..? Wagi to estetki, kochamy piękno
zewnętrzne i wewnętrzne. Z drugiej jednak strony, mamy wrodzone
poczucie harmonii i równowagi we Wszechświecie. Taka świadomość
powinna mnie ustrzec przed pogonią za błędnym ognikiem… Teraz,
na jednej szali mojego życia mieszka rozsądna, a drugiej, romantyczna.
Chociaż… czasami śni mi się Arkadia…

.

Góry moje…

Myślę, że mam lekką odmianę klaustrofobii,
bo nieciekawie czuję się w małych pomieszczeniach,
piwnicach, windach, pokojach bez okien i jaskiniach.
Nie jest to może traumatyczne doznanie… ale wolę nie.

Za to przestrzeń to jest to, co kocham najbardziej…
dlatego tak umiłowałam wodę, góry i niebo…
Dlatego też, właziłam tam, gdzie normalni ludzie na
samą myśl o takim miejscu pukają się w czoło.

Raz… pamiętam, stałam na tak malutkim wycięciu skały,
że mieściły się na nim tylko pięty, plecami przyklejona
do ściany Kazalnicy, jakby scalona z nią… a pod stopami miałam
jakieś 300 metrów luftu, Czarny Staw i Morskie Oko…

Był to widok, którego nie zapomnę do końca życia…
Odczucia niepowtarzalne, patrzyłam na mojego partnera od
„życia i śmierci”, który stał obok i wiedziałam, że czuje podobnie…
Trzymaliśmy się mocno za ręce i po prostu zachłysnęliśmy się
tym dniem, słońcem, wiatrem, zapachem, horyzontem…
niesamowitą bliskością natury i drugiego człowieka…

.