Urodzeni po wojnie

 

Podczas  muzycznych wędrówek trafiłam
na piosenkę w wykonaniu A. Poniedzielskiego,
piosenkę której nie znałam… jakim cudem..?
Kiedy umilkła ostatnia nuta zadumałam się
nad życiem moim i mojego pokolenia…
Kiedyś na jakimś spotkaniu po latach jeden
z moich studenckich przyjaciół powiedział,
że jesteśmy straconym pokoleniem.
Szarpani na lewo lub prawo, na każdym kroku
karmieni ideologią koloru czerwieni, nie zawsze
potrafiliśmy wytyczyć jasno określony kierunek.

Pomimo szczelności granic docierały jednak do
nas wieści zza oceanu, te najpiękniejsze, wolnościowe.
Polscy hipisi, Dzieci Kwiaty, szczęśliwy czas…
Pamiętam, my dziewczyny same szyłyśmy sobie
kiecki do ziemi, a nasi mężczyźni zapuszczali długie włosy…
Dziś z nutą tęsknoty wspominam tamte niekończące
się nocne dyskusje, wyjazdy w plenery i tamtą muzykę…
Wolność… pokój… młodość… miłość… beztroska…

Potem, kiedy nadszedł czas NADZIEI,
twarze ludzi pojaśniały a żar w głosach mówców podczas
spotkań tajemnych rozpalał gniewne, niespokojne dusze.

Teraz, po latach… rozdzieleni, skłóceni, zgorzknieli…
jedni wciąż tkwiący w tamtej przed i powojennej rzeczywistości,
inni, za nowym podążając otrzepali już kurz gniewnych lat.

Ta nasza młodość… nasze pokolenie… czy stracone…?

 

Reklamy

Od pierwszego słyszenia

 

Koniec lat siedemdziesiątych…
Uczyłam się wtedy do egzaminu, zbliżała się sesja,
a materiału miałam jeszcze dużo do przerobienia.
Musiałam wygospodarować też trochę czasu
na przyjazd przyjaciółki studiującej w Krakowie.
Szczęściara, była już po egzaminach, zajęcia
w Szkole Teatralnej zawsze kończyły się wcześniej.

Nagłe trzaśnięcie drzwi wejściowych wybiło mnie
z rytmu tworzenia jakiejś czterogłosowej kompozycji
na zajęcia z Harmonii (studiowałam Muzykologię).
Czyżby Ula wcześniej przyjechała..?
Odpowiedz sama się pojawiła nagle, bez pukania:
Mała, filigranowa, zawsze uśmiechnięta,
w nieodzownych trampkach i krótkich spodenkach.
Nawet się nie przywitała, tylko rzuciła plecak na podłogę
i wyciągając z niego taśmę magnetofonową powiedziała:
– MUSISZ  KONIECZNIE TEGO POSŁUCHAĆ !
I za chwilę z magnetofonu popłynęły słowa pieśni:
– Kto to jest..?- zapytałam cicho.
– To nasze nowe krakowskie odkrycie: LEONARD COHEN.

Muzyka… słowa… ten głos…
Po gęsiej skórce na rękach i tym wzruszeniu, gdzieś tam
w środku wiedziałam, że będzie to MOJA MUZYKA.
MOJA MIŁOŚĆ od pierwszego słyszenia…

Po wielu latach spełniło się też moje marzenie,
ktoś podarował mi na urodziny bilet na koncert.
I byłam… i widziałam… i słyszałam…
Nie potrafię znaleźć słów, by opisać tamtą atmosferę
i niesamowitą ciszę która zapadła, gdy popłynęły
dźwięki jednej z jego najpiękniejszych pieśni:

Jeśli wola Twa
Jeśli wybór masz
Rzekom wodę daj
Wzgórzom radość daj
Litościwy bądź
Dla płonących w piekle serc
Jeśli wola Twa
Ulecz je…

Już wiem, znalazłam… to była MAGIA…

 

Marzenie czy mrzonka..?

 

Coraz częściej zdarza mi się że, mówię lub piszę
jak bardzo chciałabym zobaczyć ocean…
Moja zaprzyjaźniona blogerka, gdy wspomniałam
o tym ostatnio w komentarzu, odpowiedziała
mi krótko i stanowczo ” ZOBACZYSZ !!!”

Do tej pory, wydawało mi się to tak nierealne,
ale od wczoraj zaczęłam wertować mapy, przewodniki
po Bretanii, bo właśnie tam byłoby najbliżej do tej wielkiej wody.
Poza tym ten najbardziej „dziki” region Francji zawsze
mnie fascynował. Znalazłam nawet i wybrałam cel.

To maleńka, malownicza osada Gâvres położona
na  wąskim półwyspie. Ocean niemal z każdej strony…

A kiedy określiłam miejsce docelowe, pomyślałam,
że istnieje maleńka szansa, by to się udało..
Wiem, zbieranie kasy na taką wyprawę zabierze
mi lata ale… mam nadzieję, że czasu mi wystarczy.
Poza tym, myśl zakiełkowała i już się pewnie
ode mnie nie odczepi…

Mrzonka to czy marzenie..? Sama już nie wiem..?

Mój przyjaciel napisał mi dzisiaj:
ZOBACZYSZ !!!  🙂
i nieważne , czy to mrzonka tylko czy marzenia….