Urodzeni po wojnie

 

Podczas  muzycznych wędrówek trafiłam
na piosenkę w wykonaniu A. Poniedzielskiego,
piosenkę której nie znałam… jakim cudem..?
Kiedy umilkła ostatnia nuta zadumałam się
nad życiem moim i mojego pokolenia…
Kiedyś na jakimś spotkaniu po latach jeden
z moich studenckich przyjaciół powiedział,
że jesteśmy straconym pokoleniem.
Szarpani na lewo lub prawo, na każdym kroku
karmieni ideologią koloru czerwieni, nie zawsze
potrafiliśmy wytyczyć jasno określony kierunek.

Pomimo szczelności granic docierały jednak do
nas wieści zza oceanu, te najpiękniejsze, wolnościowe.
Polscy hipisi, Dzieci Kwiaty, szczęśliwy czas…
Pamiętam, my dziewczyny same szyłyśmy sobie
kiecki do ziemi, a nasi mężczyźni zapuszczali długie włosy…
Dziś z nutą tęsknoty wspominam tamte niekończące
się nocne dyskusje, wyjazdy w plenery i tamtą muzykę…
Wolność… pokój… młodość… miłość… beztroska…

Potem, kiedy nadszedł czas NADZIEI,
twarze ludzi pojaśniały a żar w głosach mówców podczas
spotkań tajemnych rozpalał gniewne, niespokojne dusze.

Teraz, po latach… rozdzieleni, skłóceni, zgorzknieli…
jedni wciąż tkwiący w tamtej przed i powojennej rzeczywistości,
inni, za nowym podążając otrzepali już kurz gniewnych lat.

Ta nasza młodość… nasze pokolenie… czy stracone…?

 

Advertisements

15 responses to “Urodzeni po wojnie

  1. Taka jest kolej rzeczy. Nie można się buntować w nieskończoność. Przychodzi taki moment że trzeba założyć rodzinę, stać się wzorem kreatywności i nauczycielem życia. Pojawiają się pierwsze ustępstwa, pierwsze ugody, wejście w układ, potem następuje odstępstwo od ideałów w imię lepszego jutra. Człowiek co raz więcej czasu i uwagi poświęca rodzinie i temu co ważne dla rodziny, a nie dla niego. Ideały idą w kąt.. Ale nie wiem czy to jest złe. Wg. mnie to dobrze, że człowiek się zmienia, że potrafi się nagiąć do rzeczywistości, ustąpić pod naciskiem. To dobra cecha. Ustępstwa nie oznaczają rezygnacji. To co w środku, we mnie, to co mnie ukształtowało i sprawiło że jestem jaki jestem, wciąż tkwi i wpływa na moje wybory. A ja żyję, wciąż żyję. Kiedyś przeczytałem taką powiastkę buddyjską: na szczycie góry rosło drzewo, poniżej nad jeziorem rosła trzcina. Drzewo było potężne, wielkie, mocne i opierało się wszystkim wichrom. Nic go nie ruszało. Nawet nie drgnęło targane smaganiami wiatrów. Trzcina za każdym razem kładła się pod byle podmuchem, przyginana do ziemi zdawało się że się już nie podniesie. Ale się podnosiła. Któregoś razu przyszedł wiatr potężniejszy od wszystkich dotychczas i któryś podmuch wyrwał drzewo z korzeniami. Trzcina przygięta do ziemi podniosła się po wichurze, a drzewa już nie było. Potężne, wysokie i mocarne uległo, a trzcina przetrwała. Przepraszam za ten przydługi wywód, ale nie mogłem się oprzeć :D.

    • Jeśli nie mogłeś się oprzeć to znaczy, że jest to
      temat, który ciągle nas porusza i wzrusza…
      wspomnieniem, filmem, fotografią, czy pamiątką
      z tamtych burzliwych czasów…
      Masz rację, ważne jest to co pozostaje w środku…

  2. Hipisom jestem wdzięczna za jedno: za rock operę ‚Jesus Christ Superstar’. Kiedy obejrzałam ją po raz pierwszy, długo nie mogłam dojść do siebie. Potem nagrałam to sobie na kasecie magnetofonowej – i słuchałam tych cudownych arii: przede wszystkim ‚I only want to say’ w wykonaniu Iana Gillana z Deep Purple (Jezus) czy Judaszowej ‚Heaven on their minds’ albo ‚Could we start again, please’ Marii Magdaleny… Tam wszystko jest po prostu doskonałe…

    • Też to oglądałam i to wiele razy a kultowy film
      mojej córki to HAIR… zresztą ona cała jest taka…
      trochę hipisowska, lubi długie kwieciste sukienki
      kolorowe koraliki i bransoletki…

  3. Stracone? A może w tym pokoleniu przetrwała nadzieja, była radość rzeczy drobnych i wiara w wielkie, może to nie sztuka żyć, kiedy łatwo, ale wtedy kiedy pod górkę bardziej czuje się życie ;-)))

  4. Podobnie jak Ty nie znałam tej piosenki.Słuchjąc jej odleciałam do tamtych czasów. Nie są mi teraz tak bardzo odległe, bo pisząc powieść „Czy było warto…?” wróciły barwy dawnych lat, na nowo usłyszałam ich dźwięki. Nie jeden z nas się szamotał, chciał zmeinić swoje życie. Nie jeden z nas opuścił kraj w poszukiwaniu Raju i tych hippisów. Porozrzucało nas po całym świecie.
    Teraz każdy, kto opuścił Polskę przynajmniej o czasu do czasu zadaje sobie właśnie pytanie – czy było warto? Pozostali doczekali się w Polse Zachodu. Te lata nie są stracone.
    To one sprawiły, że jesteśmy bogatsi w doświadczenia.Czerpiemy z nich mądrości życiowe, potrafimy je docenić. Czyż nie chętnie do tamytych lat wracamy?
    Pozdrawiam serdecznie
    Liliana
    http://owocdecyzji.com/

    • Nasze tęsknoty…
      jakże zależne od miejsc
      w których teraz jesteśmy.
      Jednych za krajem ojczystym,
      innych za tym co obce, nieznane.
      I ta nostalgia, gdy jedno lub drugie
      jest poza naszym zasięgiem…
      Jednak, gdyby nie ta tęsknota,
      to ileż pięknej prozy i poezji
      nie zrodziłyby ludzkie serca…

  5. Nie znałam tej piosenki. Jest prawdziwa i gorzka zarazem. Nie nazywam tamtych lat straconymi. To były lata mojej młodości, wzlotów., upadków, poznawania życia, miłości, zdobywania zawodu, pierwszej pracy. Tak sobie czasem myślę, czy gdyby mi ktoś zaproponował czy chciałabym przeżyć to wszystko jeszcze raz, to jestem pewna, że chciałabym, bo dzisiaj mamy wszystko w zasięgu ręki, podane na tacy, do koloru do wyboru i nie musimy zdobywać, trudzić się, ( tylko pieniądze nie są dla wszystkich dostępne wg potrzeb), a wiadomo, ze to co przychodzi łatwo nie cieszy tak, nie pozostaje na długo w pamięci. Tamte czasy chociaż szare dla mnie były barwne, bo szukałam kolorów w codziennym życiu, marzyłam, zdobywałam, a teraz żyję w miarę wygodnie, bez większych problemów – poza kasą, i jakoś to życie jest takie normalne, przewidywalne. Często wracam do wspomnień, bo mam do czego. Pozdrawiam dredecznie

  6. Któryś raz już czytam o straconym pokoleniu i nie żebym bagatelizowała sprawę, ale nigdy nie dowierzam. Bo o straceniu słyszę z ust różnych pokoleń. Wojenne pokolenie, stracone, bo w dużej mierze wygubione przez wojnę, powojenne, rozczarowane stanem wojennym, romantycy przełomu lat 60 i 70 straceni, bo pogubili swoje ideały… A przecież w każdy życiorys jest wpisane poczucie straty, samotność, tęsknota za młodością, więc każde pokolenie jest w pewien sposób stracone. Niech wyścig marzeń trwa:-))) pozdrawiam gorąco Maria

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s