Niecierpliwość

 

Kolejny dzień, szarości za oknem
miejska, poranna mgła nie nastraja optymistycznie.
Czas spowalnia… lubię tak… ale nie tutaj.

Niecierpliwość moja… i to pragnienie,
by już,  zaraz,  natychmiast, by się spełniło.
Bo ileż można czekać na życia dopełnienie
tym , czego tak pragnę, czego jeszcze
tak bardzo chciałabym doświadczyć…?

Cierpliwość… wciąż jej brakuje.
Wiem… Nic i nikt nie przyśpieszy tego
co ma przyjść, bo wszystko przecież
ma swój określony czas i miejsce.

Więc powtarzam i będę powtarzać zasłyszane gdzieś słowa
jak poranną modlitwę… każdego dnia…

CIERPLIWOŚCI BLUE, CIERPLIWOŚCI…
CHOĆBY PĘKAŁO SERCE.

 

Reklamy

84 responses to “Niecierpliwość

  1. No to ja pcham sie na sam przód:)Violu ja powtórzę za tobą te słowa!!!A co zrobić kiedy człowiek niecierpliwy jest?Chyba katusze przeżywa jeszcze większe.Cholipa i ja czekam kiedy w końcu nadejdzie moje jutro…Pozdrówka dla ciebie:)

      • Zauważyłam, że marzenie spełnia się wtedy,
        gdy mu odpuszczę,
        gdy z niego niejako zrezygnuję (niejako, ale naprawdę),
        gdy pogodzę się z tym, że się nie spełni.
        To tak jak z zajściem w ciążę –
        często jest tak,
        że jak się bardzo chce, to się nie udaje.
        Ale jak się już zrezygnuje z urodzenia dziecka
        i zaadoptuje się inne,
        wtedy przychodzi i ciąża…
        Jak zamienić zniecierpliwienie na zdystansowanie się? –
        oto jest pytanie…

  2. Violu,chciałoby się powiedziec…tylko spokój nas uratuje…:P))
    ale to oczekiwanie przed czymś ważnym,czasem jest takie za długie…Pamiętam,jak na prezenty od sw.Mikołaja się czekało kiedyś…a jak już się dostało…to coś za bardzo „znormalniało”…czar prysł…Tylko to tak trudno radzic…spokojnie…:)
    Ale jak ktoś tu powiedział mądrze…tupanie nogami nic nie daje…:P)))
    Pozdrawiam miło:)…:-)

  3. Mój stary, dobry przyjaciel nauczył mnie cierpliwości. Tzn częściowo ” nauczył”, bo tak niespokojnemu duchowi jak ja, powiedzieć : „czekaj” , to coś strasznego 😉
    Wracając do mego starego kumpla: przewrotnie powtarzał mi swego czasu :
    witch, pamiętaj,
    „CZAS jest najprostszą rzeczą ”

    Aż, częściowo, dotarło.
    Poza tym, co tu się oszukiwać, z wiekiem człowiek pokornieje ( tłum: pierniczeje ;))
    🙂

  4. A ja nie czekam na coś, czego nie mam, bo wtedy przegapiam to, co mam. To nabyta umiejętność i bardzo się z niej cieszę.

      • Oczywiście;-) Z natury jestem marzycielką. Musiałam to trochę powstrzymać, bo życie przechodziło mi koło nosa.
        Mam mnóstwo marzeń… część z nich się ziści. Część być może nie. Ale ja nie mogę na to czekać. Robię, co mogę robić, łapię tyle, ile mogę w danym momencie. Ale już nie mogę usiąść i czekać. Zresztą niedobrze, że kiedykolwiek tak robiłam. Rozglądam się bacznie, łapię, co mi sprawia przyjemność, dostrzegam, co wydaje się tego warte – i nie warte….. samo włazi… – i planuję, co mogę;-)
        Tyle jeszcze bym chciała. I wiele z tego będę miała;-) I pamiętam, że nie można mieć wszystkiego.

        To truizm, ale niezwykle prawdziwy – kiedy patrzymy za daleko i uparcie tylko w jeden punkt, nie zauważymy tego, co nam dane i co zauważyć powinniśmy, bo… nam dane. Tylko my uparci jesteśmy. A to, co dalej, nie ucieknie. A może nas zaskoczy?

        Myśl mnie poniosła i się rozgadałam;-)

        • To dobrze, trochę więcej wiem o Tobie… 😉

          Widzisz, właśnie o to chodzi,
          że ja nie potrafię czekać,
          chciałabym wszystko już.
          Zbyt intensywnie wszystko
          przeżywam, inaczej nie potrafię,
          Czy można mieć taki apetyt
          na życie, na bycie, na poznawanie?
          Czasem myślę, ze coś ze mną nie tak.
          Moje rówieśniczki siedzą w domu,
          bawią wnuki,dziergają na drutach
          a mnie ciągle nosi…

          • Chyba nie do końca się zrozumiałyśmy;-)
            Jakby nie widzę związku ze sposobem przeżywania… Spróbuję wyjaśnić na przykładzie, o co mi chodziło z tymi marzeniami w pierwszym komentarzu.
            Kiedyś chodziłam ulicami i marzyłam, jak to byłoby pięknie, gdyby…. gdyby…. i chciałabym, żeby….. i żeby…. I widziałam się w tych miejscach i pragnęłam tych rzeczy, i pragnęłam taką być, i marzyłam bezustannie. I tak sobie marzyłam latami, żyjąc w wymarzonych światach.
            Nie tylko rzecz jasna. Fizycznie imprezowałam, wyjeżdżałam, byłam czynna… tylko że moja dusza wciąż przebywała w tych wyśnionych, pragnąc się tam znaleźć. Bo tam to byłoby pięknie. Bo wtedy to byłabym szczęśliwa….
            Kto wie, ile rzeczy i szczęść przeznaczonych dla mnie przeszło niezauważonych, bo ja zawsze czułam niedosyt, że co prawda jest cudnie, ale ja jednak pragnęłabym tego, co sobie wymarzyłam… A ile razy było tak, że to się okazywało zupełnie nie dla mnie i zupełnie nie spełniało moich oczekiwań, o szczęściu już nie mówiąc.
            To nie było dostrzeganie życia, bo ono mijało niedostrzeżone, bo
            ja w tym czasie przebywałam w marzonym właśnie świecie.

            Teraz robię inaczej. Bardzo pragnę wyjechać zimą nad ciepłe morze. Mam takie marzenie… Mogę sobie marzyć, ale rzecz w tym, abym dostrzegała wokół to, co mi się codziennie przydarza, od uśmiechu dziecka poczynając i nie mówię tu w sensie przysłowiowym. Bo na razie nad to morze i tak nie wyjadę. Nie będę też tam przebywała myślami, bo niemożność zrealizowania powoduje tęsknotę i swoiste cierpienie, żal… Ja w tym czasie realizuję to, co mogę – na przykład właśnie skończyłam kurs robienia zdjęć. Marzę o kupieniu aparatu. I to chyba da się zrobić. A nad ciepłe morze? Nie w tym roku, bo mnie nie stać zwyczajnie;-) Ale może w przyszłym? Nie będę jednak od tego uzależniała swojego szczęścia, aby nie przegapić tych małych, które są za każdym rogiem. Marząc tylko o jednym i wiedząc, że może dopiero za rok, straciłabym rok, tęskniąc za czymś, co da albo nie da radości. A cieszyć się mogę codziennie.
            Ja nie chcę nad tym morzem być w marzeniach. Ja chcę w nim być realnie. A do tego potrzebuję działania, a nie pławienia się w marzeniach, jak robiłam to kiedyś.
            Mówię o sobie, rzecz jasna.
            Czy to jest brak apetytu na życie, na bycie, na poznawanie? Myślę, że nie. Dlatego napisałam, że chyba się nie zrozumiałyśmy;-)

          • I do jeszcze jednego się odniosę. Napisałaś:
            „Czy można mieć taki apetyt na życie, na bycie, na poznawanie?
            Czasem myślę, ze coś ze mną nie tak. Moje rówieśniczki siedzą w domu, bawią wnuki,dziergają na drutach a mnie ciągle nosi…”

            A byłabyś szczęśliwa, robiąc to? A one są?
            Jeden kocha łowić ryby i to daje mu szczęście. Drugi jest szczęśliwy, kiedy może obserwować kroki wnuków i się do nich przytulać. Trzeci uwielbia łazić po górach.
            Każdy ma inne marzenia i inaczej się realizuje, i co innego da mu szczęście. Wydaje mi się, że porównywanie tego nie zda egzaminu. Dla niektórych łażenie po górach będzie największą katorgą – nie dlatego, że nie żyją i nie mają apetytu na życie, ale dlatego, że nie lubią chodzić, a po górach to trzeba mieć niezłą kondycję;-)
            Tak to jakoś widzę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s