lIf it be your will

.

Wyciągają zmarznięte dłonie z kartkami reklamującymi pizzę,
szkoły języków obcych, zakłady fryzjerskie, restauracje.
Spotkam ich wszędzie, przy wejściach do metra w podziemnych
przejściach ulic, czasem pod przeszkloną wiatą przystanku. 
Rozdają kartki, które tak naprawdę nie są nikomu potrzebne.
Przechodnie biorą takie świstki, by potem wrzucić go do kosza.

Staram się nie omijać ich, sięgam po taką ulotkę, przecież to
czyjaś bardzo ciężka praca, czasem jedyna… niekiedy w bardzo
złych warunkach, w zimnie, deszczu, śniegu czy upale.
 
Najbardziej mi żal osób starszych, ciężko im tak stać godzinami
bez ruchu, ludzi często schorowanych ale nie mających wyjścia.
Niekiedy to jedyny zarobek, parę dodatkowych groszy na przeżycie,
na ubranie dla dziecka czy na leki dla siebie lub bliskiej osoby.

W centrach handlowych spotykam dziewczyny, są to przeważnie
studentki przebrane w śmieszne, mini sukienki, kolorowe fatałaszki,
reklamujące marnej jakości perfumy, czy małe kanapki do próbowania..

Och… i najbliższa mi grupa zarabiających na ulicy… muzycy.
Starzy i młodzi, w wielu przypadkach bardzo utalentowani, którym
los poskąpił szczęścia, wybicia się i stanięcia w świetle jupiterów.
Niektórzy zarabiają w ten sposób na studia, na wynajęte mieszkania
Najczęściej można spotkać ich na Starym Mieście lub w metrze,
bo tam jest najcieplej, sama wiem jak bardzo w chłodzie grabieję
palce podczas gry na gitarze, skrzypcach czy trąbce.

Przy nich zatrzymuję się najczęściej… Kiedyś ponad godzinę stałam
przy wejściu do metra i słuchałam skrzypka grającego Yesterday
a pewnego dnia na moje poddasze dotarło przejmujące bel canto,
Ave Maria w wykonaniu jedenastoletniego chłopca, które niosło się
ponad dachami Starego Miasta… to było niesamowite przeżycie…
a ludzie z okien zrzucali mu pieniądze, poczułam się tak, jak bym
była na planie jakiegoś powojennego filmu.

Staram się ni mijać ich wszystkich obojętnie, jest to czasem bardzo
trudne, gdyż przy wyjściu z metra wyciąga się w moją stronę las rąk.
Nie mam też możliwości, by zebrać je wszystkie i choć śpieszę się
nieraz bardzo, przystaję, wkładam je do plecaka i biegnę dalej, by
potem je przejrzeć i… niestety większość wyrzucić.

Niekiedy jednak odganiam się od takiej osoby machnięciem ręki jak
od natrętnej muchy i odchodzę w pośpiechu, by po chwili zastanowienia
i ogromnego wstydu wrócić i wesprzeć ich, jeśli nie groszem to chociaż
ciepłym słowem i uśmiechem w ten mroźny, zimowy dzień.

 

Advertisements

21 responses to “lIf it be your will

  1. Violu, dotknął mnie ten tekst …. niby wiem o tym jak ciężko żyje się w kraju – ale nie znam tych problemów na codzień …
    a sen zawsze był dla mnie czymś przyjemnym – pokazałaś mi drugą jego stronę….

    dzięki za poruszenie serca…

  2. Co chwila ktoś gdzieś traci pracę lub co gorsza bliskich. Wszystkim nie jesteśmy w stanie pomoc, ale możemy zrobić coś dla tych, którzy są najbliżej nas. Tyle zawsze możemy uczynić.
    Bardzo empatyczny opis rzeczywistości, która ociera się o nas na ulicach, czy w sklepach.

  3. Bardo poruszający jest ten tekst Violu, problem znam na szczęście tylko z opowiadań swojego syna, który też kiedyś stał z ulotkami…
    Niestety nie mogłam wysłuchać muzyki, bo ten komputer z którego teraz piszę ma różne blokady.
    Serdeczności…

  4. Mam wrażenie, że „roznosiciele” ulotek są wskaźnikiem ubóstwa w naszym kraju…
    do niedawna jeszcze spotykało się młodzież, tę szkolną, dorabiającą do kieszonkowego, potem – pojawili się studenci, a teraz spotykam na ulicy emerytów, ludzi w podeszłym wieku… smutne, że na starość bieda wygoniła ich na ulice…
    pewnie, że nie możemy pomóc wszystkim, czasem sami przeliczamy czy starczy „do pierwszego”, bo pojawiły się jakieś nieprzewidziane wydatki… ważne, żeby mieć serce, pozostać wrażliwym na problemy innych, nie być obojętnym, przyzwyczajając się do takich widoków, o których piszesz, Violu…

  5. może nie do końca na temat ale… dzwoniłem w ubiegłym tygodniu do mojego syna o godzinie 20:00… mieszka w innym mieście… raz zadzwoniłem… nie odpowieda… drugi raz zadzwoniłem… nie odpowiada… trochę się wkurzyłem i nie zadzwoniłem trzeci raz… Na drugi dzień syn oddzwania:
    -wczoraj wracałem wieczorem z pracy i spotkałem leżącego na ulicy młodego pijanego chłopaka… zanim zorganizowałem pogotowie, zanim przyjechali… musiałem go pilnować… to mi tak dużo czasu zajęło, że nie mogłem do ciebie oddzwonić.
    Wiesz Viola niektórzy tak mają, że nie przejdą obok drugiego potrzebującego człowieka obojętnie… jak np. Ty i mój chłopak…
    ps.mój chłopak działał kilka lat w wolontariacie i mu to zostało

  6. I dzieci sprzedające kwiaty między stolikami w knajpkach, i głuchoniemi sprzedający w w restauracji w Ikei swoje wyroby …… Tylko kominiarzy gonię :D, bo dla mnie to zwykłe naciągactwo. Ja też przyjmuję ulotki, bo jak sama napisałaś to czyjaś ciężka praca – w upale lub na mrozie.

  7. Kiedyś w czasie studenckich wakacji rozdawałam ulotki wyborcze, w upale i nikt mi nie płacił. Z perspektywy czasu zobaczyłam co to był za idiotyzm, ale czegoś się nauczyłam. Od tego czasu zawsze wyciągam rękę kiedy ktoś wyciąga do mnie ulotkę. Nie wiem czy pomagam komuś – staram się po prostu nie utrudniać pracy. Nie chcę się tu wymądrzać – musiałam to wypraktykować :-)) pozdrawiam!

  8. Mnie zawsze wzruszają najbardziej staruszkowie sprzedający kwiaty, warzywa ze swoich ogródków, owoce lasu – widać, że zebrane własnoręcznie. Niesamowicie chwytają mnie za serce.

  9. Violu, spotykam ludzi z ulotkami, gdy jestem w mieście i szczerze mi ich żal. Kiedyś tak z ciekawości zadzwoniłam do firmy szukającej kandydatów do kolportażu ulotek w mieście i doznałam szoku, gdy dowiedziałam się jakie są warunki płacowe. za rozniesienie 100 ulotek – 1.20 zł. Pan powiedział mi, że oni kontrolują kolporterów, to znaczy ktoś z firmy znając rejon danego osobnika, wychodzi co jaki9s czas i obserwuje czy nie wyrzucają ulotek do kosza. Dla mnie to jest chore.
    Pozdrawiam

  10. No i mam problem.
    Bo ja nigdy nie biorę tych ulotek – bo wiem, że bym do nich nawet nie zajrzała. Więc sądziłam, że uczciwiej jest nie wziąć…

  11. Czesć Violka-)Pozdrawiam cię tylko bo od dwoch dni nie mogę u ciebie zamiescic komentarza.Ciekawe czy dzis wejdzie.Wczoraj az się gotowało we mnie!Nie mam pojecia co to jest.Jest jeszcze jeden blog gdzie tez nie udało mi się to.

  12. witaj Violu:)
    To jest ich praca,mój syn też tak zarabiał i znając to,jak to z bliska wygląda…biorę te ulotki….niech sobie młodzi zarobią,a co mi tam,szkoda mi starszych,byc może życie ich zmusza,jeżeli spiesze się to nie biorę…
    Pozdrawiam nocą… 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s