Trzy podejścia

.

Uwielbiam konie…
Często były tematem moich rysunków. Lubię patrzeć na nie,
podziwiam majestat i piękno ruchu, czuję też ogromny respekt.
Pomimo jednak całej mej do nich miłości, bardzo bałam się
dosiąść któregoś z nich. Ten strach spowodował, że długo
zwlekałam z decyzją nauki jazdy konnej. Dlaczego się bałam?
Może opowieść o moich z nimi spotkaniach wyjaśni co nieco.

PODEJŚCIE PIERWSZE

Wieś kielecka, gorące, czerwcowe lato.
Miałam wtedy siedem lat.
Pewnego dnia mój dziadek zapytał:
– Violu, idę na łąkę po konia, chcesz iść ze mną..?
Jasne, że chciałam, siwa klacz była moją ulubienicą,
godzinami mogłam stać w stajni i przyglądać się jej,
od czasu do czasu podkarmiając pupilkę marchewką .

Kiedy wracaliśmy, dziadek ostrzegał mnie:
– Tylko nie podchodź do niej z tyłu zbyt blisko.
– Będę uważać- zapewniałam.
Podskakując radośnie, wędrowałam za Siwą,
rozglądając, ciekawa wszystkiego co wokół.
W pewnym momencie zagapiłam się na czereśnię,
sprawdzając wzrokiem czy owoce dojrzały na tyle,
by można było już je zrywać… i stało się:

Nagle poczułam silne uderzenie w okolicy żołądka,
mocne na tyle, że znalazłam się po drugiej stronie
polnej drogi. Długo nie mogłam złapać oddechu
a pęknięte żebro bolało jeszcze dwa tygodnie.
I wtedy pojawił się ten pierwszy strach, spowodowany
niefortunną przygodą i moją dziecięcą gapowatością.
Długo bałam się zbliżyć do konia… jakiegokolwiek.

PODEJŚCIE DRUGIE

Czasy studenckie, wakacje, piękne, upalne lato.
Przyjaciele namówili mnie, bym pojechała z nimi
do Margonina na obóz konny organizowany przez AKJ.
Oczywiście o moim wsiadaniu na konia nie było mowy.
Oświadczyłam wszem i wobec, że jadę z nimi dla
towarzystwa i mam zamiar spędzić czas na taplaniu
się w wodach margonińskiego jeziora.

Pewnie spędziłabym czas w sposób jaki zamierzałam,
gdyby nie fantazja ułańska mojej przyjaciółki.
Po skończonej jeździe podeszła do mnie i zapytała.
– No co… spróbujesz..? To bardzo łagodny koń
nic Ci się nie stanie.- zapewniała.
Nie chcąc pokazać swojego strachu, po długiej chwili
odpowiedziałam niepewnie.
– Ale ja jestem w stroju kąpielowym, no i Twój koń nie
ma siodła, poza tym nigdy nie jeździłam konno, nie
utrzymam się na grzbiecie tego wielgachnego rumaka.
– Dasz radę, jak Ci się nie spodoba to zsiądziesz.
– Trzeba trzymać fason – pomyślałam – tym bardziej,
że niedaleko przysłuchiwali się naszej rozmowie inni
uczestnicy obozu… a wśród nich ktoś… no nieważne…
– Zgoda ale tylko kawałek- westchnęłam zrezygnowana.

Hanka wsadziła mnie na konia, jeszcze chciała udzielić
mi instrukcji ale nie zdążyła, bo koń zerwał się nagle
i pognał za końmi które znikały na zakręcie leśnej drogi.
Jedyną moją myślą, było za wszelką cenę utrzymać się
na grzbiecie i nie spaść. Jakimś cudem udawało mi się
to przez chwilę ale kiedy pogalopował wąską ścieżką
między drzewami, kiedy gałęzie boleśnie zaczęły smagać
mnie po twarzy i gołych ramionach wpadłam w panikę.
Wypuściłam z dłoni grzywę, której dotąd kurczowo
się trzymałam i przy następnym podskoku pofrunęłam…

Gdzie… dopiero po chwili dotarło do mnie, że miałam
wyjątkowe szczęście, bo wylądowałam na leśnym mchu
a nie pod kopytami. Ulga, którą wtedy poczułam, była
nie do opisania… z radości, gdybym mogła uściskałabym
Matkę Ziemię za to że stabilna i taaaaaaaaka miękka…

– Już nigdy więcej – pomyślałam – nigdy więcej!!!

TRZECIE PODEJŚCIE
No… może tą przygodę zostawię na następny post.

* * *

Poniżej, moja ukochana piosenka Włodzimierza Wysockiego
w wykonaniu Mirosława Czyżykiewicza. Warto posłuchać!!!


Reklamy

30 responses to “Trzy podejścia

  1. Wiesz Viola często bywa tak że coś na początku nas nie przekonuje.musi niekiedy duzo wody upłynąć zanim stwierdzimy że to jest właśnie to co chcemy robić:)
    Ja moją pierwszą przygode z koniem miałam jako dziecko.Miałam wsiąść na konia który nie miał siodła.Wiec jak wujek mnie podsadził to i owszem usiadłam na niego ale zaraz po tym spadłam na drugą stronę:))))) Następne moje spotkanie z koniem było juz jako dorosła dziewczyna w profesjonalnej stadninie.Jeżdziłam ale strach który temu towarzyszył do dzis pamietam.Od tego czasu nigdy wiecej nie miałam styczności z końmi.Podziwiam je z daleka bo sa niesamowite w swej urodzie!Pozdróweczka zostawiam cieplutkie:))

    • Tak jest ze wszystkim… jazdą konną,
      prowadzeniem samochodu, czy pływaniem.
      Jeśli mieliśmy przykre doświadczenia,
      po prostu boimy się zaryzykować po raz drugi.
      A to jest błędne działanie, bo im dłużej zwlekamy
      tym trudniej nam go pokonać. Należy to zrobić
      od razu… jak to mówią: złapać byka za rogi…
      Ale… jak to słyszałam w pewnym filmie:
      Wiśta wio… łatwo powiedzieć. 😉

      • To ciekawe , miałam też trzy podejścia do koni – jako dziewczynka ,jako pannica i jako dorosła kobieta. Za każdym razem najwięcej wysiłku wkładałam w symulowanie luzu i pewności siebie > PRZY POTĘŻNYCH STRACHU . Pewnie dlatego nie zostałam weekendową amazonką bo wspominanie własnej głupoty to zawsze trauma .

  2. Konie są normalne, to jedynie niektórym uczącym jazdy bądź ich miłośnikom brakuje zdrowego rozsądku. Wypadki – no cóż bywają jak w każdym innym sporcie, jak to w życiu… Jedno jest pewne –
    z końskiego grzbietu widać więcej. Na koń Violku, na koń !!!

    • No tak ale żeby widzieć więcej,
      to muszę zdjąć opaskę strachu,
      która szczelnie zasłania mi oczy.
      Myślę jednak…
      że z Twoją pomocą jest to możliwe. 🙂

  3. Rozumiem Violu,Twoje obawy…Ja miałam stycznośc najpierw z konmi gospodarskimi,u mojej babci na wsi…kieleckiej.Dokarmiałam konia mojego dziadka,jakoś tak sama przyszla ta miłośc do koni…niewiadomo skąd…i została do dzisiaj.Bez wiedzy rodziców w szkole średniej zapisałam się na jazdę konną,sama…i nie żałuję,nie boję się koni,ale…do nich trzeba umiec podchodzic,raczej nigdy z tyłu…to zasada,a cukier na otwartej dłoni.
    Jest też Violu jedna zasada do wszystkich zwierząt…nie można im pokazac,że się ich boisz…wyczują to i wszystko może się zdarzyc…
    Pozdrawiam,fajne masz wspomnienia…to zostaje na zawsze… :-))

  4. Jeździłam konno.
    To najwspanialszy sport. I nie tylko sport.
    To poezja. Można się zapomnieć w galopie…
    Do trzech razy sztuka – niech Ci się uda, Violu!

  5. Podziwiać odwagę, iż po pierwszych dwóch doświadczeniach zdecydowałaś się na trzecie.
    Konie to piękny temat.
    Pozwolę sobie przy tej okazji, przytoczyć song kozaków dońskich w wykonaniu rosyjskiego zespołu Lube.
    Kozak i koń, to było jedno ciało.
    Na klipie widoczny jest obraz naszego, polskiego malarza – Józefa Brandta zatytułowany „Kozak na stanowisku”.

    Dołączę również link, gdzie można znaleźć wspaniałe odsłony polskiego fotografika – Wojtka Kwiatkowskiego, którego prace na temat koni wzbudzają uzasadniony zachwyt.

    http://photo.net/photodb/folder?folder_id=569743

    Pozdrawiam serdecznie i czekam na „Trzecie podejście” 🙂

    • Dziękuję Argonauto! Song przepiękny.
      Tyle w nim miłości i tęsknoty…
      Fotografie zachwycające.
      Poniżej pieśń, którą niedawno
      przysłał mi w komentarzach mmrr.
      Przypomnę więc ją Tobie i sobie.

      • Dorobek muzyczny Lube jest mi doskonale znany i bardzo lubię ich utwory.
        Songi są często wspaniałe, ale ja osobiście mam pewien dystans do tej grupy, bowiem jest to tuba agitacyjna Wołodii Putina, co jednak nie zmienia brzmienia grupy.
        Należy przy tym wiedzieć, że patrząc na migawki z Czeczenii, czy też może z Gruzji, my Polacy możemy mieć różne uczucia, ale takie wstawki w przeciętnym Rosjaninie wzbudzają jego patriotyzm.
        Tak to działa.

        Przepraszam za ten festiwal Lube, ale pośród ich kawałków można znaleźć i ten, który jest moim ulubionym.
        Piękna ballada o wilku, którą dedykuję miłej właścicielce tego bloga 🙂

        Pozdrawiam 🙂

  6. Ja miałam jedno, bardzo krótkie, bez traumatycznych przeżyć. Pamiętam, że nie spodziewałam się, że koń taki wysoki jest…

  7. Miałem kontakt z końmi 2-4 letnimi u dziadka, bo dziadek innych nie miał… i nigdy żaden mnie nei ugryzł czy kopnął mimo, że podchodziłem i z tyłu i z przodu do konia, ubierałem czy jeżdziłem na oklep. Twój dziadek i Twoja koleżanka byli nierozsądni bo swoją niefrasobliwością mogi Ci krzywdę zrobić, oczywiście chcąc dobrze.Całe szczęście, ze skończyło się to dobrze bez szkody dla Ciebie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s