Gdzieś w Powstaniu

 

Niedługo pojawią się na ulicach Warszawy
Wolnym krokiem przemierzać będą
wąski uliczki Starówki. Poznam ich po
biało-czerwonych wstążeczkach wpiętych
w klapy garniturów i damskich żakietów.
Powstańcy warszawscy, z dumą niosący
przeszłość na przygarbionych ramionach.
Coraz ich mniej każdego roku…
A ja patrząc w ich twarze, pośród sieci
zmarszczek odnajdę młodego chłopaka
z karabinem walczącego na barykadach,
zobaczę sanitariuszkę opatrującą
pod ostrzałem kul rannego powstańca
i dziecko, które miast w czułe ramiona
matki, wtula się w zimne objęcia śmierci.

Powstańcy warszawscy, z ogromnym
szacunkiem chylę przed wami czoła.

Pośród wierszy napisanych przez Bo
znalazłam piękne i poruszające strofy
o małym warszawskim powstańcu...

* * *

GDZIEŚ W POWSTANIU

Gdy do niego podchodził
serce jeszcze biło,
usta chciały coś mówić…
sił już nie starczyło

i tylko łzy ogromne
i jak skarga ciężkie
i oczy spod hełmu,
tak jeszcze dziecięce.
 
Lat dziewięć mu było
gdy padał przy murze,
rzucił się do przodu
w za dużym mundurze.
 
Widać śmierci chciał uciec
ale otuliła
całunem wszechwiecznym.
 
Piąstkę małą zacisnął
w jego wielkiej dłoni,
jakby chciał go prosić
– stary nie zapomnij.

Bogusław Marszałek

* * *

Poniżej…
piosenka tamtych czasów.
Mokną mi oczy, kiedy jej słucham
za każdym razem…

Reklamy

Długo oczekiwana wizyta

Nati zwiedza Międzylesie

.

Ten weekend był wyjątkowy.
Przyjechały moje kochane dzieciaki ze Szwecji.
Braki urlopowo – finansowe nie pozwalają
na częste wizyty u mojej córki i wnuków.
Na co dzień więc pozostają nam spotkania
wirtualne poprzez nieocenionego skypa.

Wreszcie nadszedł ten szczęśliwy dzień.
Radości, uścisków, przytuleń, rozmów i ciepłych
spojrzeń było co nie miara… i wciąż za mało.
Rodzinka w komplecie. Nie ma nic piękniejszego.
Napełniłam kieszenie obrazami, chwilami wzruszeń
śmiechem i zapachem dziecięcych buziaków.
Musi wystarczyć do następnego spotkania…

Odjechali w niedzielny poranek na spotkanie
bieszczadzkiego lata… Miłość do gór mają
taką samą jak i ja… Niech więc odpoczywają
na zielonych połoninach….
.

Nataniel i Oliwier

Pogodny duszek Oliwier… czyli Oli

Zabawa z farbami

Hmm… jakie czarne łapki.

Tylko ja mogę prowadzić Szamankę…

Lubimy lody… i to jak lubimy!!!

Nati próbuje jak smakują drzewa…

Jestem starszy, będę się Tobą opiekował Nati…

Pobujaj mnie Tato

Marcel i wujek Jacek

W Międzylesiu…  spacerkiem.

* * *

Rodzinka w komplecie… Kasia robiła fotki.

Popas w Otalążce u Bo…

* * *

* * *

Echo

 

Jestem echem.

Zawołasz radośnie,
powtórzę…
i zabarwię śmiech
leśnymi dzwoneczkami,
cicho, coraz ciszej.

Spojrzysz z miłością,
rozkwitnę…
tęczą kolorów
skąpaną w błękicie
pięknie, coraz piękniej.

Dotkniesz mego ciała,
odpowiem…
zmysłów akordem,
namiętnym crescendo
wyżej,  coraz wyżej.

Uderzysz słowem
uderzę…
myślą nagłą i gniewną,
co rani mnie tylko
głęboko, coraz głębiej.

Zamilkniesz,
zamilknę…
w ciszy, która jak
kamień ciąży ku ziemi
bliżej, coraz bliżej.

Zapomnisz,
nie zapomnę…
choć powinnam…

Jestem echem przecież.

Jaskółka

foto: Waldemar Wiśniewski

.

Letnia burza
solą kropli skleiła
pióra jej szare
Siedzi jaskółka
chłodem zroszona
pod dachem niebytu
czarne oko
nieruchome
czarne oko
zapatrzone
w skrawek błękitu

Ku niebu
wznieść nie potrafi
zmartwiałych skrzydeł
Płacze jaskółka
niemocą spowita
pod dachem niebytu
czarne oko
przymyka
czarnym okiem
dotyka
bezmiaru błękitu

Nadzieję
słońce przyniesie
osuszy pióra
Poczeka jaskółka
na klucz złoty i okna
duszy otworzy
czarne oczy
rozjaśni
czarne oczy
zabierze
w otchłań przestworzy

.

Cyganie

Leon Lewkowicz: Gypsies

– Przyjechali, przyjechali! – krzyczał Adaś.
Grupka dzieci odwróciła się niemal jednocześnie
w stronę małej postaci biegnącej wzdłuż ulicy.
– Ciekawe kto przyjechał..? – zapytała Magda.
W małym miasteczku goście byli rzadkością.

Po chwili chłopiec dobiegł do nich zdyszany,
jąkając się z przejęcia przekazywał nowinę,
jednocześnie wskazując ręką w stronę lasu.
– Cyganie jadą, jak ich dużo, aż osiem wozów.
Chodźmy zobaczyć, jak rozkładają tabor.
– Muszę zapytać mamy czy mi pozwoli.
Ania wstała i otrzepując sukienkę ruszyła
niechętnie w stronę domu, powoli wchodziła
po schodach, zastanawiając się, czy uzyska
zgodę, by odwiedzić miejsce obozowiska.

– Mamo, czy mogę iść z koleżankami na łąkę?
Proszę pozwól, nie będziemy tam długo.
– To podwórko już Wam nie wystarczy, znów
Was gdzieś niesie, poza tym niedługo będzie
kolacja, ojciec będzie się denerwował  jeśli
na nią nie zdążysz.
– Mamo, przyjechali Cyganie, chcemy zobaczyć,
pozwól mi pójść choć na chwilę, wszyscy idą.
– Dobrze, tylko nie podchodźcie zbyt blisko,
wiesz przecież, że oni kradną dzieci, zwłaszcza
takie smagłe i ciemnookie jak Ty. Dobrze idź,
tylko wróć zanim zajdzie słońce.

Siedzieli na płocie zafascynowani widokiem tego,
co działo się w obozowisku. Kobiety w kolorowych,
długich spódnicach gotowały coś nad paleniskiem,
mężczyźni siedzieli w kręgu rozmawiając głośno.
Dobiegały ich dźwięki gitary, rżenie koni i śmiech
cygańskich dzieci biegających pomiędzy wozami,
niektóre podbiegały blisko spoglądając w ich stronę.
– Jutro pewnie do miasteczka przyjdą Cyganki,
by śpiewnym głosem zachęcać do powróżenia,
ostrzenia noży czy kupna patelni – pomyślała Ania.

Nagle wypatrzyła wśród dzieci dziewczynkę,
która wraz z matką nawlekała na nić małe koraliki.
Ubrana w barwną sukienkę, ze złotymi kółkami
na przegubach drobnych dłoni opowiadała coś
kobiecie, ta pochyliła się, żartobliwie pociągnęła
ją za czarny warkoczyk i roześmiała się serdecznie.
Błyszczące nitki wplecione we wstążki i spódnice raz
po raz połyskiwały w świetle zachodzącego słońca.

Nagle ogarnęła ją jakaś dziwna, nieznana tęsknota.
– Chciałabym – pomyślała – żeby mnie porwali,
tak tylko… na trochę…

.

Jamał

foto: viola małecka

.

Nie było mnie tu długo, zaraz opowiem Wam dlaczego.
Teraz już o tym mogę pisać bez tych ogromnych emocji,
które towarzyszyły nam w czasie tego wydarzenia.
Może po kolei:
Zapowiadało się upalne, niedzielne popołudnie, właśnie
wróciliśmy z niedługiego spaceru. Po krótkim odpoczynku
Bo wraz z kolegą zaczęli przygotowywać jednego z koni
do zajeżdżenia, czyli po prostu po raz pierwszy miał mieć
kogoś na swoim grzbiecie.

Z początku wszystko szło dobrze, po krótkim lonżowaniu
Jamał został wyprowadzony na środek padoku i tam
zaczął być coraz bardziej niespokojny, jakby wiedział co
za chwilę będzie się działo. Stanął dęba, wtedy poczułam
tą pierwszą nutę strachu. Po kilku minutach mężczyznom
udało się go uspokoić na tyle, że Bo postanowił jednak
dosiąść konia. Robił to powoli, jednocześnie uspokajająco
przemawiając do niego. Jamał chwilę stał spokojnie…

Potem… potem to już wszystko widziałam jak na filmie
o zwolnionych obrotach, moje oko rejestrowało każdy
ułamek sekundy. Koń szalał, próbował zrzucić jeźdźca,
wyrwał z rąk Bartka lonżę, która trzymała go na uwięzi.
Nogi dosłownie wrosły mi w ziemię, strach sparaliżował,
kiedy widziałam jak Bo wyrzucony z siodła leci na ziemię.
Trwało to moment a zdawało się, że wieki…
Trudno mi opisać, co czułam, gdy powoli podnosił się,
ulgę pomieszana z obawą jakie będą konsekwencje tego
fatalnego zdarzenia.

Na szczęście,
poza ogólnymi potłuczeniami nic poważnego się nie stało.
Bo powoli wraca do zdrowia
a ja… już nigdy więcej nie chciałabym tego doświadczyć.

* * *
Naszej koleżance Jagódce udało się sfotografować
całą tę scenę, zdjęcia są świetne, zresztą sami zobaczcie.

foto: Agnieszka Gulczyńska

* * *

* * *

* * *

* * *

* * *