Na krawędzi

Zamarła Turnia foto: Tomasz Olczyk

.

Moja przygoda z Tatrami rozpoczęła w czasach studenckich. Mój chłopak
organizował zawody skałkowe i zaproponował mi, bym wzięła w nich udział.
Miałam lęk wysokości ale czego się nie robi dla… Nałożyłam uprząż i z duszą
na ramieniu pięłam się w górę. Nie wiem do dziś, czy to moja determinacja,
czy szczęście początkującego ale zdobyłam w zawodach drugie miejsce.
Tak właśnie zaczęła się moja wieloletnia wspinaczkowa pasja.
Latem pojechałam w Tatry, pierwszym szczytem, który zdobyłam był Mnich,
tam też doświadczyłam pierwszego w życiu zjazdu na linie. Bardzo trudno jest
pokonać strach przy wychyleniu się ponad krawędź pionowej ściany.
Robiłam drogi coraz trudniejsze, nawet ekstremalne dla mnie: na Kazalnicy,
Kopie Spadowej,  Zamarłej Turni. Z czasem lęk wysokości minął bezpowrotnie.

Dziś chcę się z Wami podzielić się jednym wysokogórskim wspomnieniem.

* * *
Zamarła Turnia /foto powyżej/ chyba największe moje wyzwanie.
Zrobiłam tam trzy drogi: Trawers, drogę Klasyczną i najbardziej dla mnie
pamiętną drogę Motyki. Była wczesna jesień, piękna słoneczna pogoda.
Początek trudny, choć nie ekstremalny. W pierwszym wyciągu Tomek szedł
pierwszy. Potem była zmiana. Pokonaliśmy go bez większych problemów.
Kiedy doszliśmy do wielkiej płyty, nastąpiło nagłe pogorszenie pogody,
zaczął siąpić deszcz, który przemienił się szybko w lodową mżawkę.
To trudny moment wspinaczki, stałam oparta zaledwie palcami stóp o wąski
występ skalny, chwyty do rąk były daleko ode mnie, przy swym wzroście
miałam problem z dosięgnięciem ich. Drobniutki grad zacinał coraz mocniej.
– Tomek – krzyknęłam – nie dam rady – nie mogę dosięgnąć chwytu.
– Nie masz innego wyjścia, musisz podskoczyć i wiesz, że możesz to zrobić
tylko raz, bo jeśli się nie uda, to nie odzyskasz oparcia pod stopami.
Podskoczyłam, zgrabiałe z zimna palce nie utrzymały ciężaru ciała.
To były sekundy, gdy kolejne haki wypadały ze ściany. Modliłam się, by choć
jeden wytrzymał… wymodliłam… Poczułam szarpnięcie i zatrzymałam się.
Dzięki Tomkowi, który asekurując mnie zdarł sobie dłonie niemal do krwi,
ten 20-metrowy lot ku ziemi skończył się szczęśliwie.
– Żyjesz..? – usłyszałam z góry.
– Żyję…
– To co, zjeżdżamy na dół..?
– Ani mi się śni. Poczekaj, odpocznę trochę i spróbuję raz jeszcze.
– Wariatka jesteś, wiesz..?
– Wiem.

Pogoda poprawiła się, znów pojawiło się słońce, ruszyłam ponownie.
Dotarliśmy na szczyt… niepowtarzalne odczucie zwycięstwa.
Patrzyłam na mojego partnera od życia i śmierci, który stał obok
i wiedziałam, że czuje podobnie. Trzymaliśmy się za ręce i po prostu
zachłysnęliśmy się tym dniem, słońcem, wiatrem, horyzontem…
i niesamowitą bliskością natury i drugiego człowieka.

* * *

Góry… piękne, majestatyczne i zazdrosne o tych,
którzy ukochali je najbardziej. Pragną zatrzymać ich dla siebie na zawsze.

Ten post chciałabym poświęcić bliskim którzy odeszli:
Andrzejowi, który zginął na wschodniej ścianie Mount Blank
Zosi i Cześkowi, których przykryła śnieżna, tatrzańska lawina.
Krzyśkowi, który zamarzł na wschodniej ścianie Mnicha.
i wielu… wielu innym… których góry zabrały bezpowrotnie.

.

Advertisements

42 responses to “Na krawędzi

  1. Niesamowita opowieść, tym bardziej że jest to historia autentyczna – Twoja własna, Violu…
    Kiedyś poznałam taternika, a w zasadzie himalaistę – narkomana. Swego czasu musiał wziąć heroinę z powodu jakichś problemów w czasie wyprawy – i niestety ‚zaskoczył’. Potem walczył – o siebie i o innych.
    Góry to piękne, ale i trudne wyzwania… Też wiem coś o tym, choć nigdy się nie wspinałam. Niemniej raz omal nie zjechałam z płyty – na Kościelcu. Pchałam się tam w czasie …burzy. Gdy dotarliśmy na szczyt, żywioł szalał: ulewa, błyskawice, pioruny. Nie wiem, jakim cudem przeżyliśmy…

  2. piękna dedykacja Violu… i rozumiem Ciebie i innych, dla których pasja jest jak… narkotyk. Zgadzam sie z Tobą. Góry są tym narkotykiem, ich szczyty… niesamowity poziom adrenaliny, tam na górze gdy się dojdzie… jestem w stanie to sobie wyobrazic…
    Pozdrawiam serdecznie 😉

    • Dla mnie to i tak za wysoko.
      Nie wiem dlaczego ale jedynie
      w tym końskim przypadku
      wraca mój lęk wysokości. 😉

      Kiedyś córka zapytała mnie,
      dlaczego boję się wsiąść na konia
      a nie boję się wysokości na skalnej
      ścianie..? Odpowiedziałam krótko:
      – Bo ściana się pode mną nie rusza.

  3. Podziwiam, Violu, bo wiesz, że ja pasjami uwielbiam pasjonatów 🙂
    niestety, takie wyzwania już nie dla mnie…
    piękne wspomnienie o tych, którzy odeszli… żyją jednak, jak pamięć, którą nosimy w sercu…
    Uściski dla Ciebie, Dzielna Kobieto! :))))

  4. Mam podobne wspomnienie z gór, choć nigdy nie chodziłam wyczynowo. Jak się pozbieram to opiszę, bo to była niesamowita chwila. W kazdym razie wiem, co czułaś, gdy wyskakiwały haki. Wspaniałe wspomnienie, wspaniałe przyjaźnie.

  5. O matko! Podziwiam na prawdę :-)) Pokonałaś tę ścianę, mimo ryzyka i trudności. Moja przygoda z górami a konkretnie z Beskidem zaczęła się w 94, skończyła się w 96 roku, gdy na Diablaku upadłam i złamałam nos. miałam wtedy lat 12 i akurat bardzo byłam dumna z siebie, że wydrapałam się na Babią Percią Akademicką. nie wiem czy ze zmęczenia się zdekoncentrowałam, w każdym razie potknęłam się i poleciałam flopem na twarz.
    Potem ojciec musiał mnie sprowadzać do auta jakąś łagodną ścieżką, bo spuchłam tak, że nic nie widziałam :-))) I to był koniec mojej przygody ze wspinaczką. Uznałam, że nie mam więcej kości do złamania, bo tych pozostałych 205 kości jest mi szkoda po prostu :-))) pozdrawiam!

  6. Myślami swoimi i pamięcia w sercu ogarniasz kazdego kto był ci bliski.To piękna zdolnośc choc nie każdy ja potrafi zrozumieć.
    buziaczki 🙂

  7. „Poczekaj, odpocznę trochę i spróbuję raz jeszcze.” 😉
    O tym lęku wysokości opowiadał mi mój bliski kolega, zwalczył go w identyczny sposób.

    • Bo to jest tak, jeśli od razu nie weźmiesz byka za rogi,
      to potem jest coraz trudniej i to w każdej dziedzinie,
      czy po upadku z konia lub po wypadku samochodowym…
      Przełamanie lęku jest niełatwe ale możliwe. Uśmiechy!!!

  8. Tekst oczywiście piękny. Ale ja jestem pełna uznania dla Ciebie za te Twoje wspinaczki. :-)) Czy zaglądałaś do mnie na portal pisarze.pl? Adres na moim blogu przy tekście „Zapraszam”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s