Bezszelestnie

znalezione w necie

2494787396_b678fe5dea_z

.

Uczę się fruwać
bezszelestnie,
by nie naruszyć
równowagi pomiędzy
ciszą a krzykiem.

Niesforne skrzydła
nie chcą słuchać
rozkazów
a zmienny rytm serca
wciąż zakłóca
ich posłuszny trzepot.

Uczę się fruwać
bezszelestnie.

A może mi trzeba
chaosu, utraty
i cierpienia,
by móc wzlecieć
swobodnie do nieba?

.

Reklamy

Śpieszmy się…

492292.5

.

Delikatnością
Madonny
cieszyłaś
oczy.
Mądrością,
serca
i dusze.
.
Dobrym słowem
i czynem
otarłaś łzę
niejednemu z nas.
Nie na darmo
dano Ci
imię Magdalena.
.
Mówią,
że odeszłaś…
.
Dla mnie
moja kochana
przyjaciółko,
choć daleko…
Jesteś…
i będziesz
ze mną
każdego dnia.
.
Póki się znów
nie spotkamy.
.
Po tamtej
stronie świata.
.

.

Niepokorne dusze

 

Przechwytywanie

* * *

Niepokorna dusze
wznoszą się wysoko,
wiatrem kołysane
płyną ku obłokom.

Skrzydłem dotykając
słonecznych promieni,
spalają marzenia
w swym locie ku ziemi.

Pośród traw ukryte
w wielkiej samotności
mozolnie składają
połamane kości.

A potem proszą wiatr,
czując lotu dreszcze,
by pomógł im wznieść się
ku niebu raz jeszcze.

* * *

Gołębie

rysunek: viola małecka

 

Pojawia się wraz z wiosną na Starym Rynku.

W żółtym kapeluszu i  zbyt obszernym,
szarym płaszczu siada na drewnianej ławce.
Z trudem schyla się, by drżącą ręką sięgnąć
w głąb płóciennej, wyblakłej na słońcu torby.
Po chwili wyciąga z niej kilka kromek chleba.

Rozgląda się wokół, nikły uśmiech rysuje się
na pokrytej delikatną siecią zmarszczek twarzy.
Już są… jej mali  przyjaciele, warszawskie gołębie.
Zwabione okruchami tłoczą się przy ławce.

Staruszka sięga do torby raz po raz…
Małe drobinki ziarna sypię się na szary bruk.
Wąskie usta szepczą skrzydlatym pieszczotliwe
słowa a one odpowiadają cichym gruchaniem.

Nagle smutek kładzie się na przygarbionych
ramionach a niebieskie oczy ciemnieją żalem
gdy dłoń z głębi torby powraca pusta.
Krąg wokół powoli pustoszeje, żegnając ją
głośnym trzepotem skrzydeł.

Chwilę potem odchodzi. .. Jej mała, drobna
sylwetka wtapia się w gwarny, kolorowy tłum .

Wiem, że wróci tu jutro, by kromką chleba
przywołać skrzydlate i ogrzać samotne swe serce.

* * *

Poniżej przepiękna piosenka
„…o starości, tej smutnej,
często bardzo samotnej, biednej.
Nie przechodźmy obok niej obojętnie,
przecież dzieli nas tylko czas…”

Słowa i muzyka: Jacques Brell

Rozmowa z ojcem

 

– Jesteś taki zimny, niedostępny,
nie rozumiałeś mnie nigdy…
nawet nie starałeś się zrozumieć.
Nie chcę być podobny do Ciebie.
– …

– Pamiętasz, tamtego lata,
mój pierwszy bunt, chłopca jeszcze.
Krzyczałem tak głośno, nie usłyszałeś.
Odwróciłeś się plecami i odszedłeś.
– …

– I ta Twoja pewność, że wszystko
wiesz najlepiej, ten władczy głos,
i ton nie znoszący sprzeciwu.
Wciąż słyszę te słowa, które tak bolały
podczas ostatniej naszej rozmowy.
– …

– Nie zatrzymałeś mnie,
gdy powiedziałem dlaczego odchodzę,
nie próbowałeś nawet a ja tak pragnąłem
dotknięcia Twej ręki na ramieniu.
-…

Wieczór…
Stoję w bezruchu patrząc na
mężczyznę po drugiej stronie lustra.
Barczysta sylwetka,
charakterystyczna zmarszczka
pomiędzy brwiami, chłodny wzrok,
zaciśnięte usta z wyrazem dezaprobaty.

Spoglądam w lustro raz jeszcze.
Widzę tam Ciebie Tato.

 

Smuga błękitu

 

Na szarość dnia…  wspomnienie,
na mrok wieczoru…  myśli pastelowe.
Snują się dziś sennie, ponad głową
jak papierosowy dym… pamiętam,
choć już od dawna się nim nie bawię.

Jedna z drugiej wypływa…
to przenikają się wzajemnie,
to znów w tańcu powolnym lgną
do siebie na chwilę… by potem
zniknąć w ciemnym kącie pokoju.
Pierwsza myśl ruda,  jak klony jesienią,
Druga srebrna,  jak mgły w dolinach
jeszcze niedawno tak podziwiane,
trzecia złota,  jak loki małego Marcela.

Nagle nade mną smuga błękitu…
Wzruszenie…
bo błękit, to niebo nad połoniną,
to ocean w dalekiej Bretanii,
to czyjeś dobre oczy…

Pod spadzistym dachem miasta,
pośród prześcieradeł, miękkich poduszek
odpływam niespiesznie tam, gdzie myśl ulotna
splata się czule z sennym marzeniem.

 

Niecierpliwość

 

Kolejny dzień, szarości za oknem
miejska, poranna mgła nie nastraja optymistycznie.
Czas spowalnia… lubię tak… ale nie tutaj.

Niecierpliwość moja… i to pragnienie,
by już,  zaraz,  natychmiast, by się spełniło.
Bo ileż można czekać na życia dopełnienie
tym , czego tak pragnę, czego jeszcze
tak bardzo chciałabym doświadczyć…?

Cierpliwość… wciąż jej brakuje.
Wiem… Nic i nikt nie przyśpieszy tego
co ma przyjść, bo wszystko przecież
ma swój określony czas i miejsce.

Więc powtarzam i będę powtarzać zasłyszane gdzieś słowa
jak poranną modlitwę… każdego dnia…

CIERPLIWOŚCI BLUE, CIERPLIWOŚCI…
CHOĆBY PĘKAŁO SERCE.