Gwiezdny motyl

znalezione w necie

motyli

.

Pył, pył gwiezdny, brokatowy miał,
rozproszył się w bezkresie,
gdzieś w okolicach konstelacjo Skorpiona.
Wirowaniem szaleńczo-pędnym
przybrał znajomy nam kształt zastygłej
w jednej z figur motylego tańca,
baletnicy.

Płynie ku mnie ten obraz
i ja do niego lgnę z rozkoszą.
Brokat oblepia opuszczone powieki
świetlistymi muśnięciami,
niczym Ty niegdyś żarem swych
niecierpliwych pocałunków.

Lecę w przestrzeń
ku ramionom gwiezdnego motyla,
przejęta, podniecona,
spragniona wielkiej miłości Wszechświata.
Wraz z pyłem połyskliwym
pędzę bez opamiętania.

Chcę wykrzyczeć Twoje imię
gdzieś, hen w nieskończoność!
Muszę zdążyć! Koniecznie zdążyć!
Aby tylko zdążyć,
zanim Bóg wypowie moje imię.

* * *

Ten wiersz mojej koleżanki Małgorzaty Janickiej
znalazłam w internecie i zapragnęłam się nim z Wami
podzielić właśnie teraz, gdy wpatrując się w ciemność
próbuję dostrzec choćby jedno srebrne mgnienie.

.

Trochę poezji

.

Chciałabym Wam dziś pokazać wiersze
Alicji i Marcina.Oboje są dziećmi moich
serdecznych przyjaciół.

ALICJA…

Pisze od zawsze, chyba od czasu kiedy
już sprawnie składała literki w słowa.
Jej dziecięce i młodzieńcze wiersze były
bardzo dojrzałe. Miałam problem z wyborem
tych kilku poniżej, wszystkie są piękne.

Jutro Ala ma ważny dzień… ślubuje.
Wszystkiego najpiękniejszego Mała,
niech Wam się szczęści.

Jej poetyckie strofy można znaleźć
w Przechowalni wierszy:

http://pawlacz.pinger.pl/

* * *

Kocham cię, gdy zasypiasz,
gdy rzęsami dosięgasz księżyca
nawet – gdy złościsz się na mnie
mlekiem i słońcem cię karmię
miłością twój płomyk podsycam
gdy płaczesz nad ranem – kocham cię

ty – jesteś ten płomyk, który w moich palcach
rośnie, pęcznieje i nabiera kształtu
ty – na mojej skórze ciepły, gładki cień

i mocniej, wciąż mocniej kocham cię co dzień
i co dzień
kocham cię tak samo.

I ja ciebie kocham, mamo.

* * *

napisz mi walc o Taorminie
i zabierz kiedyś do Toledo

jak brudna woda czas mi płynie

chciałabym nie bać się wszystkiego
znaleźć choć strzępek ciepła w zimie
która pod czapkę mi się wdziera

noszę we włosach wszystkie lęki
jakby z przegranych walk trofea
zagraj mi walc o Taorminie

w nim zamknij pewne, mocne „teraz”
co się ze śniegiem nie rozpłynie

zabierz mnie kiedyś do Toledo

* * *

Wypełniam się treścią, wypycham nią jak pluszem
wiedzą, miłością, dobrym wychowaniem
próbuję sobie nadać jakiś kształt

znów jest listopad i ja go przetrwać muszę
nie spaść jak liście,
nie wtopić się w swój płaszcz

wypełniam się treścią i pękam jak balonik
zostaje ze mnie płacz

wciska mi się pod płaszcz, jak natrętna pchła
listopad, deszcz i mgła

listopad, deszcz i mgła

* * *

Od kiedy kocham, nie mogę znaleźć
słów dla miłości. Tonąc nie szuka się wody.

Mam ciebie, giętką łodyżkę bluszczu,
po mojej skórze pniesz się do słońca.
Jestem ścianą, przy której wzrastasz, twoje jestem
uzasadnia moje istnienie.

Od kiedy kocham, nie szukam słów, skupiam
całą uwagę na byciu murem,
by pod tobą nie skruszeć,
nie runąć.

* * *

Jeszcze dom dla ciebie zbuduję, jeszcze posadzę drzewo
jabłoń, wprost pod twym oknem. Będziemy wiosną patrzeć,
jak ciemnieje zieleń – od pączka do listka, będziemy
odpędzać ptaki.

Jeszcze ci ławkę zbuduję i pomaluję na biało.
Jabłoń zakwitnie na biało, będziemy odpędzać ptaki,
patrzeć, jak rumienią się jabłka,
w letni wieczór zrywać owoce.

Będę zamykać – oczy i okna,
by nie spłoszyć ptaków,
gdy pod jabłonią będziesz się rumienić.

* * *

MARCIN…

Mój młody przyjaciel, pokrewna dusza.
Marcin… to przegadane noce na schodach
sieni, wspólne śpiewogrania, i wyjazdy
na koncerty Kaczmarskiego…
To porozumienie bez słów i ogromna radość
gdy się spotkamy…

Niedawno na świat przyszedł jego synek Fryderyk.
Niech Wam rośnie zdrowo i szczęśliwie…

* * *

Patrzę na Ciebie – śpisz
prosiłaś tylko – bym był.
Więc jestem. Piszę lewą.
Chyba wiesz o tym
– Twoją twarz przenika uśmiech.
Taki, jakiego nie nosisz na jawie.
Może odkryłem wreszcie zakątek
którego szukałem.
W tym skrawku cienia pomiędzy zarysem Twej brwi
i spokojnym jeziorem oka.
Rzęs falujący las – na głębi gładkim zarysie plaży.
Coś się wynurza zeń… To łza?
Nie, to tylko ja.
Wyciągam prawicę co bielą obcych lśni
zniszczeń
to nic to nic to nic
w drżeniu lewej ręki mam słowa prawdziwsze
niż w kamieniu prawej
więc śpij
ja będę wśród drzew
Twoich marzeń

* * *

Noc – przybywa mi od niej zmarszczek.
Zwierciadło lustrzanej wszechrzeczy
dozwala mi spojrzeć prosto – okiem jasnym
na miłość.
W odbiciu prawd obojętnych, w piersi szamoce się serce.
Na próżno – daremnym trzepotem
czerwonych skrzydeł
nie zwróci uwagi ludzkości.
Proszę, podnieś je z ziemi.
Aby spróbować znów powiedzieć, co się liczy
Dopóty będę takich szukał kształtu warg
Aby ich formę natchnąć treścią – czyli życiem

* * *

Ostatnie dwa wiersze szczególnie mi bliskie,
bo napisane dla mnie. Nawet nie wiesz Marcinie
ile radości sprawiłeś mi tymi strofami…

* * *

Jak płomyk świecy
schylony pod niebem
jest człowiek, którego
przemijasz w rozpędzie
Gdy ścieżki kroków
na chwilę splątane
rozdzielić się muszą
– co z nimi będzie
w nocy otchłani..?

W tych krótkich chwilach
między rozstaniami
gdy poza horyzont
pędzimy od siebie
My, choć samotni,
to jednak nie sami
w tobie część mnie jest
we mnie – część ciebie…

* * *

Jesteś
wpisana w przestrzeń
pomiędzy kawą a herbatami.
Jesteś
wpisana w czas
pomiędzy słowem a akordami.
Jesteś
wpisana w te miejsca,
co między życiem…
światem…
a nami…

* * *

.

Na skraju ciszy

 

Wstąp wędrowcze nim spłyną mrozy
Do mej zacisznej, sielskiej przystani
Śnieżnych obłoków ujrzysz powozy
Wiosną usłyszysz klekot bociani

Czas tu leniwy, tkwi w zawieszeniu
Zamiast zegarów są pszczoły miodne
Zieleń napotkasz w każdym spojrzeniu
Ważki, motyle, sarny łagodne

Możesz tu leżeć i słuchać ptaków
Na ścieżkach zwierząt rozpoznać tropy
Wracać z naręczem czerwonych maków
W wodzie studziennej obmywać stopy

Grzyby, jagody, ziół całe pęki
Na progu nocy wtulisz się w ciszę
Siądziesz na ganku, dotkniesz mej ręki
Ja bicie serca Twego usłyszę

( Marfi )


Odbicie

ślady w śniegu odbiciem są naszych kroków
spójrz, jak wiodą przed siebie bez celu
i dlatego właśnie zawiruje nam w oku
łza ostatnia wśród przebiśniegów

…i te łzy, co rozbite na tysiąc diamentów
zamarznięte w zbyt szkliste kule
wiec dlaczego ciągle wiruje nam w oku
lodu iskra, piekącym bólem?

ach ten lód, który w sercu, jak ślad wielkiej zimy
przecież wiosny nastaje znów czas
i choć starsi, mądrzejsi, to znów jaśniejemy
by na drodze tej – odcisnąć ślad…

(marcin)

 

Jaki jesteś..?

Costa, Chris i ja… Poznaliśmy się kiedyś w  Zachcianku.
Łączy nas miłość do koni, wolności i bluesa…

Grafika: Chris Wadecki

Jesteś
jak mgła,
Widzialny lecz ulotny,
Jak wiatr
Co wpadł i pognał dalej.
Jak fala
Przypływający i uciekający.
Jak słońce
W chmurach i na czystym niebie.
Jak oddech
Wypełniający piersi i znikający
Jak dotyk
Ciepły i czasem szorstki
Jak puls
Szybki i spokojny.
Jak Ty
Taki, a nie inny.

(Costa)