Nasz czas…

.

Jak zwykle wpadam na peron w ostatniej minucie,
dobrze, że zdążyłam kupić bilet weekendowy.
Nagle słyszę informację z megafony:
– Pociąg objęty całkowitą rezerwacją miejsc.
– No masz ci los, nie sprawdziłam tego i teraz
będę stała tyle godzin na korytarzu.
Zastanawiam się przez chwilę, czy nie zrezygnować.
– Nie, Ona tam czeka.- myślę i biegnę w głąb peronu.
Wpadam do pierwszego wagonu… pusto… odetchnęłam.
W przedziale wrzucam plecak na półkę i jak to ja,
wszem i wobec obwieszczam, że nie mam miejscówki
i że boję się, czy konduktor nie wywali mnie z pociągu.
– Ech, niech się pani nie martwi, nie zrobi tego –
mówi z pewnością w głosie dziewczyna pod oknem.
Młody mężczyzna uśmiecha się z zakłopotaniem:
– Ja nie wiem jak tu jest z tymi kolejami, nie było mnie
w kraju dwadzieścia lat – mówi piękną polszczyzną.
Ma pewnie niewiele więcej niż trzydzieści, więc musiał
wyjechać stąd jako dziecko,  po chwili dodaje:
– Ja niedługo stąd wychodzę, idę do innego przedziału,
spotkałem znajomego, więc będzie Pani mogła tu usiąść.
Wychodząc, nagle odwraca się i podaje mi miejscówkę:
– Mnie się już nie przyda – mówi z u śmiechem.
– Proszę poczekać, zapłacę panu za nią – sięgam po plecak.
– Proszę tego nie robić, niech to będzie wigilijny prezent.
W przedziale robi się tak jakoś ciepło, dziewczyna
pod oknem uśmiecha się i właśnie w tej chwili, po raz
pierwszy poczułam ją… jej niezwykłą słodycz i magię.
Pani Wigilia nadchodzi…

Ona czekała… Poznała mnie po krokach…
Idąc po schodach słyszę jak otwiera drzwi.
Ze wzruszeniem patrzę na pięknie przystrojony stół.
Wiem, jak wiele pracy ją to kosztowało i jak wiele radości
wynikającej z tego, że wciąż jest nam tak bardzo potrzebna.
Kiedy dzielimy się opłatkiem, życzenia są zbędne.
Ona wie, co mi… Ja wiem, co jej…
Potem wspomnienia, stare fotografie...
– A pamiętasz, wszyscy dziwili się,  jak Ty pochłaniasz
te książki w dzieciństwie. Ja nie pozwalałam Ci czytać
z latarką pod kołdrą, bałam się, że popsujesz sobie oczy.

Słowa płyną leniwie… To Nasz Czas… Znów go spowalniam.
Patrzę na Nią i myślę jak bardzo w ostatnich latach zmalała,
zrobiła się drobna, wręcz filigranowa. Coś ściska mnie w gardle.
Oby jak najdłużej tak… Kocham Cię tak…
Ustawiam obraz pod powiekami, robię wewnętrzną fotografię,
niech magia tej chwili pozostanie we mnie na zawsze…

.

Reklamy

Pasjans

.

Mam lat trzynaście…
stoję w słońcu, pośrodku wiosny
i obrywam białe płatki jaśminu.
– Kocha… nie kocha… kocha…

Mam lat dwadzieścia…
z pietyzmem wkładam w kartki książki
zasuszoną czterolistną koniczynę.
– Przyniesie mi szczęście – myślę.

Mam lat trzydzieści…
Pochylona nad samotnym stołem
układam kolejnego pasjansa.
– Wróci… nie wróci… wróci…

Mam  lat…
Poszłabym do wróżki zapytać
czy mój los się odmieni.
Jednak… boję się odpowiedzi.

Znalazłam dziś talię kart.
Nie postawię pasjansa.
Zapomniałam już jak się go układa…

* * *

„Nie tylko cierpienie jest na świecie,
Ale jak można uwierzyć w szczęście,
patrząc w te smutne oczy,
które tak samotnie toną we łzach?
Na statku naszego losu
chcemy dobrego sternika,
co zdąży na czas opuścić żagle przed burzą
I wyrwie nas z głodnych objęć fal rozpaczy.
Pewnie upragniony ląd w oddali
będzie jak zwykle złamaną obietnicą,
bo marzenia rodzą się w porcie iluzji,
a coś z niego ciągle wypędza nas w morze.
Nasza przyszłość to nieznany kurs
ale ty, wietrze, wiej w żagle
I kieruj naszym statkiem w stronę horyzontu.
Tam, gdzie spokojny i jasny brzeg,
chociaż go jeszcze nie widać…”

* * *

Ten przepięknie zaśpiewany
przez Cesaria Evora i Kayah klip
jest naprawdę wart obejrzenia i wysłuchania.

.

Smuga błękitu

 

Na szarość dnia…  wspomnienie,
na mrok wieczoru…  myśli pastelowe.
Snują się dziś sennie, ponad głową
jak papierosowy dym… pamiętam,
choć już od dawna się nim nie bawię.

Jedna z drugiej wypływa…
to przenikają się wzajemnie,
to znów w tańcu powolnym lgną
do siebie na chwilę… by potem
zniknąć w ciemnym kącie pokoju.
Pierwsza myśl ruda,  jak klony jesienią,
Druga srebrna,  jak mgły w dolinach
jeszcze niedawno tak podziwiane,
trzecia złota,  jak loki małego Marcela.

Nagle nade mną smuga błękitu…
Wzruszenie…
bo błękit, to niebo nad połoniną,
to ocean w dalekiej Bretanii,
to czyjeś dobre oczy…

Pod spadzistym dachem miasta,
pośród prześcieradeł, miękkich poduszek
odpływam niespiesznie tam, gdzie myśl ulotna
splata się czule z sennym marzeniem.