Na skraju ciszy

 

Wstąp wędrowcze nim spłyną mrozy
Do mej zacisznej, sielskiej przystani
Śnieżnych obłoków ujrzysz powozy
Wiosną usłyszysz klekot bociani

Czas tu leniwy, tkwi w zawieszeniu
Zamiast zegarów są pszczoły miodne
Zieleń napotkasz w każdym spojrzeniu
Ważki, motyle, sarny łagodne

Możesz tu leżeć i słuchać ptaków
Na ścieżkach zwierząt rozpoznać tropy
Wracać z naręczem czerwonych maków
W wodzie studziennej obmywać stopy

Grzyby, jagody, ziół całe pęki
Na progu nocy wtulisz się w ciszę
Siądziesz na ganku, dotkniesz mej ręki
Ja bicie serca Twego usłyszę

( Marfi )


Reklamy

Od serca…

 

 

 

Wiesz… marzy mi się
ostatnimi czasy
by mieć takiego Kogoś
z kim można usiąść na progu domu
sierpniowym popołudniem
i pogadać tak od serca
albo pomilczeć chwilę
w cieple zachodzącego dnia
i ludzkiego zrozumienia…

 

Odbicie

ślady w śniegu odbiciem są naszych kroków
spójrz, jak wiodą przed siebie bez celu
i dlatego właśnie zawiruje nam w oku
łza ostatnia wśród przebiśniegów

…i te łzy, co rozbite na tysiąc diamentów
zamarznięte w zbyt szkliste kule
wiec dlaczego ciągle wiruje nam w oku
lodu iskra, piekącym bólem?

ach ten lód, który w sercu, jak ślad wielkiej zimy
przecież wiosny nastaje znów czas
i choć starsi, mądrzejsi, to znów jaśniejemy
by na drodze tej – odcisnąć ślad…

(marcin)

 

Ślady

Ślady… nasze ślady.
Tak bardzo chcemy,
by przetrwały.
Zostawiamy je wszędzie,
bardziej i mniej świadomie.
Symbole przetrwania,
przez wieki, lata, godziny.

Ślady… dawne ślady
Odwieczne pragnienie,
by stworzyć dzieło, które
zachwyci wszystkich.
Choć kilka słów, co zapiszą
nas hasłem wśród wielkich.
Odwieczne nasze pragnienie…

Ślady… drobne ślady,
które przypomną chwilę
minioną, piękną chwilę.
Maleńka dłoń dziecka
na lustrze odbita.
i zasuszona w książce
czterolistna koniczynka…

I te ledwo widoczne
choć najważniejsze

ślady – drogowskazy,
które malują przyszłość
rysunkiem lub wierszem.

.

Moja samotność

.

 

Mieszka ze mną od dawna,
czasem jest wesoła,
czasem się tylko uśmiecha
Niekiedy smutnieje i nie
chce się do mnie odzywać…
Ale zwykle nie trwa to długo.
Zdarza się też często,
ostatnio coraz częściej,
że nie mam dla niej czasu,
wtedy bierze parasolkę
i idzie na spacer
Najbardziej lubi deszcz…

 

Maestro bezdomny

( rysunek viola małecka )

Ma na imię Mar…
Jest warszawskim kloszardem,
Cały swój dom nosi na sobie.
Bardzo mnie lubi i ja jego lubię.
Często rozmawiamy.
Jest mądry, inteligentny,
choć czasem, w gorszym dniu
mąci mu się w głowie i nie bardzo
wie co się dzieje wokół.
Może to i dobrze…
Mówią, że kiedyś był profesorem,
że stracił rozum z wielkiej miłości…
Lubi herbatę,   pijemy
rozmawiając… na ławce
na Krakowskim Przedmieściu…

.