Anniversary song

.

.

Budzi mnie poranek, niby zwyczajny,
dla mnie jednak wyjątkowy.
Sięgam do szuflady i wyciągam z niej
sznur koralików /kiedyś już o nich pisałam/
Jest ich 366 a każdy z nich to jeden dzień.
Przyglądam się im, dotykam, analizuję.
Mienią się barwną tęczą… to dobrze.
Jest też trochę szarych i kilka czarnych,
lecz dzisiaj nie będę o nich opowiadać.

Ten pierwszy, rudy jak liście jesienne.
związany z powrotem do miejsc,
które znałam z czasów młodości.
Moja Wierchomla… wrzesień
Pamiętam, że gdy tam dotarłam miałam
wrażenie, że moje życie zatoczyło koło
i ponownie stanęłam w punkcie wyjścia.
Pojawiło się wraz z tym dziwne odczucie,
że właśnie teraz, w tym miejscu i o tym
czasie zaczyna się dla mnie NOWE…

Wtedy zastanawiałam się jakie
ono będzie, nie myślałam o rzeczach
materialnych. Moje pragnienia były
innego rodzaju, dotyczyły one ludzi
i nadziei jakie z nimi wiązałam.
Moja samotność o której tak często
pisałam, ciążyła coraz bardziej,
dusza potrzebowała tej drugiej,
określanej często mianem „pokrewna”.

„Jeśli czegoś naprawdę gorąco pragniesz,
to cały Wszechświat sprzyja potajemnie
twojemu pragnieniu”  powiedział Coelho.
Teraz myślę, że mówił prawdę.

Pochylam głowę, wpatruję się w kolory
na mojej dłoni, powoli przesuwam dni,
niczym paciorki różańca, cichą modlitwą
dziękując za każdy z nich…

Za ten zielony, gdy poznałam Ciebie Urdenie,
mój Drogi Przyjacielu.

Za ten czerwony jak serce, kiedy na świat
przyszedł mały Olivier.

a najbardziej za ten, mieniący się błękitem,
dzień naszego spotkania Bo,
dzień, w którym moje serce wzleciało ku niebu.

Wyciągam z szuflady białą nić…
Jutro nawlekę na nią pierwszy z następnych dni.
Jaki będzie…?
Mam nadzieję, że w kolorze nieba…

* * *

” Nigdy nie myślałam, że osiągnę ten wiek.
Nigdy nie miałam powodu, by żyć tak długo.
Ale Pan był jak mój cień… nawet, gdy byłam w błędzie.
Nie, nigdy nie myślałam, że to obierze taką drogę…”

.

Reklamy

Popatrz… posłuchaj… poczuj…

foto: viola małecka

.

Świt… z kubkiem gorącej lipy
podchodzę do okna a tam… oczarowanie.
Wschód słońca w stadninie koni. Przepiękny.
– Musisz to koniecznie zobaczyć – wołam –
Koniecznie, chodź tutaj szybko, proszę.

* * *

Ta nasza potrzeba dzielenia się tym,
co nas zachwyca, wzrusza, co kochamy.
Ile razy wzdychałam myśląc:
– Jaka szkoda, że nie może tego usłyszeć.
Ile razy moja córka dzwoniła, opowiadając
jak niesamowity widok ściele się przed nią.
– Mamo, te mgły w dolinach, tak trudno
mi je opisać. Jak mi żal, że Ciebie tu nie ma.

Współodczuwanie…
to nasze pragnienie dzielenia się, tak silne
i tak bardzo nam potrzebne.

Dzisiejszy wschód słońca…
Szkoda, że nie oglądaliście go wraz ze mną…

.

.

.

.

Jesień..?

foto: viola małecka

.

Powiedziałeś:
– nadchodzi jesień.

– Jesień..?
To niemożliwe,
wszak w kalendarzu
mamy wrzesień.
Lato jeszcze,
choć w deszczowej
sukience.
Spójrz jak się zieleni,
widziałeś choć
odrobinę żółci
lub czerwieni..?

– Widziałem,
wczoraj w lesie.
Uwierz mi,
nadchodzi jesień.

.

.

.

.

Eva Cassidy: Autumn Leaves 

https://www.youtube.com/watch?v=VmCPpNEe5IQ

.

Kwiaty i wiersze

.

Przechwytywanie

.

Koniec tygodnia
początkiem naszego czasu.

W zatłoczonym autobusie
zmęczone twarze powracających.
Liczę minuty,  jeszcze ich
dwadzieścia… dziesięć…

Witasz mnie uśmiechem
a wraz z Tobą witają mnie
fiołki, róże, azalie, tulipany…
Wtulam twarz w ich
pachnące, wilgotne płatki
wstążeczką wzruszenia
przyozdabiam…

Wieczór, zamyśleń czas.

Słowa w strofy
zamieniam,
ze strof bukiet
układam dla Ciebie.

I tak nam płyną
chwile z jasnych najjaśniejsze
Ty dajesz mi kwiaty
a ja Tobie wiersze.

.

.

.

.

.

.

Piotr

fot.Adam Golec

.

Miałam szczęście widzieć i słyszeć Piotra
dwukrotnie podczas koncertu Ewy Demarczyk.
W kapeluszu, czarnej pelerynie, z nieodłącznym
dzwoneczkiem w dłoni…
Jego ciepły głos i uśmiech sprawił, że stał mi się
dziwnie bliski, choć osobiście go nie znałam.

Polski reżyser, scenograf, konferansjer i aktor,
twórca legendarnego kabaretu Piwnica pod Baranami.

Piotr Skrzynecki… dzisiaj są jego urodziny.

* * *

„Jego sposób bycia sprawiał, że wszyscy
go znali i mogli zaliczyć do grona przyjaciół.
Skrzynecki żył na wzór „komedianta”.
W niezrównany sposób w życiu i na scenie
potrafił parodiować konwencje. Nie dbał
o sprawy materialne, przez dłuższy czas
nie miał mieszkania, zdarzało mu się nocować
na ławce. Skrzynecki „teatralizował” swoje
życie, nawiązując do stylu dawnej cyganerii.
Jednocześnie był programowym, autentycznym,
uśmiechniętym i bardzo przychylnym innym,
samotnikiem obdarzonym „życiową poezją”,
którą potrafił zarażać.

Monika Mokrzycka-Pokora

„Był artystą niepowtarzalnym, całkowicie
wolnym i niezależnym, żył bez obowiązków,
bez zegarka i kalendarza, bo jedyne trwałe
i poważne więzy łączyły go tylko z własnym
kabaretem, a najważniejsza dla niego była
tylko chwila, która właśnie trwała…”
 
Dorota Terakowska

* * *

Dziś, Piotr, gdy Ciebie nie ma
Pieśń tę znosimy do nieba
Trwaj tam i czuwaj nad nami
Noc w noc, usłaną gwiazdami…

A to wszystko
przecież miało trwać
najwyżej pięć lat
A może mniej…
Piotrze…
A to wszystko
przecież miało trwać
najwyżej pięć lat
Choć się zmienił cały świat
– jesteśmy
Zawiruje jeszcze raz
– będziemy
…będziemy…

Kiedy słucham tej pięknej pieśni o Piotrze,
robi mi się tak jakoś… tak jakoś… smutno…

.

Trochę poezji

.

Chciałabym Wam dziś pokazać wiersze
Alicji i Marcina.Oboje są dziećmi moich
serdecznych przyjaciół.

ALICJA…

Pisze od zawsze, chyba od czasu kiedy
już sprawnie składała literki w słowa.
Jej dziecięce i młodzieńcze wiersze były
bardzo dojrzałe. Miałam problem z wyborem
tych kilku poniżej, wszystkie są piękne.

Jutro Ala ma ważny dzień… ślubuje.
Wszystkiego najpiękniejszego Mała,
niech Wam się szczęści.

Jej poetyckie strofy można znaleźć
w Przechowalni wierszy:

http://pawlacz.pinger.pl/

* * *

Kocham cię, gdy zasypiasz,
gdy rzęsami dosięgasz księżyca
nawet – gdy złościsz się na mnie
mlekiem i słońcem cię karmię
miłością twój płomyk podsycam
gdy płaczesz nad ranem – kocham cię

ty – jesteś ten płomyk, który w moich palcach
rośnie, pęcznieje i nabiera kształtu
ty – na mojej skórze ciepły, gładki cień

i mocniej, wciąż mocniej kocham cię co dzień
i co dzień
kocham cię tak samo.

I ja ciebie kocham, mamo.

* * *

napisz mi walc o Taorminie
i zabierz kiedyś do Toledo

jak brudna woda czas mi płynie

chciałabym nie bać się wszystkiego
znaleźć choć strzępek ciepła w zimie
która pod czapkę mi się wdziera

noszę we włosach wszystkie lęki
jakby z przegranych walk trofea
zagraj mi walc o Taorminie

w nim zamknij pewne, mocne „teraz”
co się ze śniegiem nie rozpłynie

zabierz mnie kiedyś do Toledo

* * *

Wypełniam się treścią, wypycham nią jak pluszem
wiedzą, miłością, dobrym wychowaniem
próbuję sobie nadać jakiś kształt

znów jest listopad i ja go przetrwać muszę
nie spaść jak liście,
nie wtopić się w swój płaszcz

wypełniam się treścią i pękam jak balonik
zostaje ze mnie płacz

wciska mi się pod płaszcz, jak natrętna pchła
listopad, deszcz i mgła

listopad, deszcz i mgła

* * *

Od kiedy kocham, nie mogę znaleźć
słów dla miłości. Tonąc nie szuka się wody.

Mam ciebie, giętką łodyżkę bluszczu,
po mojej skórze pniesz się do słońca.
Jestem ścianą, przy której wzrastasz, twoje jestem
uzasadnia moje istnienie.

Od kiedy kocham, nie szukam słów, skupiam
całą uwagę na byciu murem,
by pod tobą nie skruszeć,
nie runąć.

* * *

Jeszcze dom dla ciebie zbuduję, jeszcze posadzę drzewo
jabłoń, wprost pod twym oknem. Będziemy wiosną patrzeć,
jak ciemnieje zieleń – od pączka do listka, będziemy
odpędzać ptaki.

Jeszcze ci ławkę zbuduję i pomaluję na biało.
Jabłoń zakwitnie na biało, będziemy odpędzać ptaki,
patrzeć, jak rumienią się jabłka,
w letni wieczór zrywać owoce.

Będę zamykać – oczy i okna,
by nie spłoszyć ptaków,
gdy pod jabłonią będziesz się rumienić.

* * *

MARCIN…

Mój młody przyjaciel, pokrewna dusza.
Marcin… to przegadane noce na schodach
sieni, wspólne śpiewogrania, i wyjazdy
na koncerty Kaczmarskiego…
To porozumienie bez słów i ogromna radość
gdy się spotkamy…

Niedawno na świat przyszedł jego synek Fryderyk.
Niech Wam rośnie zdrowo i szczęśliwie…

* * *

Patrzę na Ciebie – śpisz
prosiłaś tylko – bym był.
Więc jestem. Piszę lewą.
Chyba wiesz o tym
– Twoją twarz przenika uśmiech.
Taki, jakiego nie nosisz na jawie.
Może odkryłem wreszcie zakątek
którego szukałem.
W tym skrawku cienia pomiędzy zarysem Twej brwi
i spokojnym jeziorem oka.
Rzęs falujący las – na głębi gładkim zarysie plaży.
Coś się wynurza zeń… To łza?
Nie, to tylko ja.
Wyciągam prawicę co bielą obcych lśni
zniszczeń
to nic to nic to nic
w drżeniu lewej ręki mam słowa prawdziwsze
niż w kamieniu prawej
więc śpij
ja będę wśród drzew
Twoich marzeń

* * *

Noc – przybywa mi od niej zmarszczek.
Zwierciadło lustrzanej wszechrzeczy
dozwala mi spojrzeć prosto – okiem jasnym
na miłość.
W odbiciu prawd obojętnych, w piersi szamoce się serce.
Na próżno – daremnym trzepotem
czerwonych skrzydeł
nie zwróci uwagi ludzkości.
Proszę, podnieś je z ziemi.
Aby spróbować znów powiedzieć, co się liczy
Dopóty będę takich szukał kształtu warg
Aby ich formę natchnąć treścią – czyli życiem

* * *

Ostatnie dwa wiersze szczególnie mi bliskie,
bo napisane dla mnie. Nawet nie wiesz Marcinie
ile radości sprawiłeś mi tymi strofami…

* * *

Jak płomyk świecy
schylony pod niebem
jest człowiek, którego
przemijasz w rozpędzie
Gdy ścieżki kroków
na chwilę splątane
rozdzielić się muszą
– co z nimi będzie
w nocy otchłani..?

W tych krótkich chwilach
między rozstaniami
gdy poza horyzont
pędzimy od siebie
My, choć samotni,
to jednak nie sami
w tobie część mnie jest
we mnie – część ciebie…

* * *

Jesteś
wpisana w przestrzeń
pomiędzy kawą a herbatami.
Jesteś
wpisana w czas
pomiędzy słowem a akordami.
Jesteś
wpisana w te miejsca,
co między życiem…
światem…
a nami…

* * *

.